Na początku lipca 1550 roku sejm dobiegł końca i wtedy August mógł już bez przeszkód spotkać się ze swoją matką.

Ta zaś po zniewadze, jaka spotkała ją z rak syna, opuściła Garwolin i przybyła do Warszawy, gdzie zatrzymała się w zamku przejętym po książętach mazowieckich. Zabranie wiedźmy, która była na usługach Bony tak bardzo wzburzyło królową, że nie chciała spotkać się z królem. August jednak nie dał za wygraną i po korzystnym dla niego zakończeniu sejmu postanowił zobaczyć się z matką. Mimo pogłębiającej się różnicy zdań i coraz większej nieufności Jagiellon liczył, że dojdzie do poprawy stosunków między nimi. August spodziewał się pomocy od towarzyszącego mu od Piotrkowa marszałek dworu królowej, Jana Ocieskiego, który w ostatnim czasie wyraźnie mu sprzyjał.

-Pani matko już dwa lata minęły od naszego ostatniego widzenia – rzekł pogodnie król i ucałował jej dłoń. Bona zabrała jednak pospiesznie rękę okazując swój gniew.

-Minęło dwa lata, ale nic się nie zmieniło.

-A ja myślę pani matko, że wiele się zmieniło.

-Miałam złudną nadzieję, że się opamiętasz, ale teraz widzę, że jesteś już stracony – oznajmiła spoglądając na niego surowo.

-Pani matko – rzekł uśmiechnięty – zaniechajmy tego gniewu i proszę, abyś zechciała zamieszkać znowu na Wawelu. Moja małżonka obiecała mi, że zapomni o wszystkich urazach, tak jakby ich nie było. – Na te słowa Bona roześmiała się na całego i raz jeszcze powiedziała co myśli.

-Ale ja nigdy nie zapomnę, jaka mnie przez nią spotkała zniewaga.

-Pani matko, o czym ty znowu mówisz?

-Upokorzono mnie, zwłaszcza ostatnio i nigdy ci tego nie zapomnę niewdzięczny synu – krzyknęła na cały głos.

-Pani matko czy nie możesz tego pojąć, że ja miłuję Barbarę i nie odstąpię jej tylko dlatego, że ci nie odpowiada!

-Zatraciłeś królewską godność i wyrodziłeś się z rodu Sforzów i Jagiellonów. – Tu nastała krótka cisza, bo wzburzona królowa nie wiedziała co ma powiedzieć, a król zastanawiał się czy dalsza rozmowa ma sens. W końcu postanowił raz jeszcze spróbować.

-Pani matko zapomniałem o wszystkich wstrętach, jakie nam czyniłaś i wyciągam ręce do zgody. – W tej chwili zrobił to co zapowiedział i czekał na reakcję królowej. Bona zastanawiała się przez chwilę, aż w końcu oznajmiła.

-Nigdy nie zaakceptuję tego, żeby moja poddanka została moją synową. Przenigdy! – zaakcentowała na koniec.

-Pani matko, Barbara za kilka miesięcy zostanie królową. – Nie dokończył jednak, gdyż królowa postanowiła go zakrzyczeć i tym sposobem przemówić mu do rozsądku.

-Małżonka króla jest korony godna tylko wtedy, gdy urodzi mu potomka. A jeśli jest bezpłodna, to po co ci taka miłość!

-A skąd wiesz pani matko, że Barbara jest bezpłodna? – pytał zdenerwowany. – Zrobisz pani matko jak uważasz, ale ja już do zgody ręki nie wyciągnę. I to jeszcze chcę ci powiedzieć, że jesienią zamierzam odprawić koronację Barbary.

-Nie odważysz się na to!

-Teraz już mi nikt w tym nie przeszkodzi – oznajmił z zadowoleniem.

-Boże miłosierny! – zaczęła lamentować Bona – za co mnie to wszystko spotyka. To po to cię chowałam, po to ściągałam na siebie nienawiść szlachty, abyś mógł być koronowany na króla, a ty co zrobiłeś? – Tu przestała na moment, zaś August spoglądał na nią rozżalony i słuchał jej niekończącego się lamentu. – Nie żałowałam ci pieniędzy i wysłałam cię na Litwę, a teraz muszę oglądać to, co wyczyniasz. Prawdę ludzie mówią, że dzieci najpierw radość dają, a jak dorosną, to ją odbierają. – Tu spojrzała na syna i próbowała się uśmiechnąć. – Gdzie jest ten mój dawny August?

-Stoi przed tobą, a że jesteś moją matką, to wybaczam ci wszystko.

-A cóż ty mi chcesz wybaczać? – zapytała drwiąco. – To, że dbam o to, abyś był godziwym królem! A ty popadałeś w szaleństwo z jej powodu. Dla tej litewskiej czarownicy, która na ciebie rzuciła urok i którą … – lecz nie dokończyła, bo przerwał jej August.

-Pani matko opamiętaj się!

-Przeklinam ją i przeklinam dzień, w którym cię wysłałam na Litwę.

-Widzę, że tylko czas zmarnowałem – rzekł zrezygnowany. – Zostań w zdrowiu pani matko. – Po tych słowach skłonił lekko głowę i skierował się w stronę drzwi

-Opamiętaj się synu, a ja ci wszystko wybaczę – krzyczała na głos, lecz August nie zważając na jej słowa otworzył drzwi i wyszedł z komnaty.

-Głupcze, po stokroć głupcze! Ta Litewka nie jest tego warta i niedługo to pojmiesz, ale będzie już za późno. – Tu aż zapieniła się ze złości i usiadła na krześle, z trudem łapiąc powietrze.

Kilka minut później w komnacie królowej pojawił się jej ochmistrz Jan Ocieski, który słysząc rozmowę Bony z Augustem nie wiedział co ma powiedzieć. Skłonił się więc przed nią i czekał, aż go zauważy.

-Jesteś, zdrajco. Co nic nie mówisz?

-Nie jestem zdrajcą. To inni cię pani zdradzili, których tak pani wychwalałaś. Ja jeszcze cię pani nie zdradziłem.

-A zatem myślisz mnie zdradzić – zaczęła podniesionym głosem, lecz szybko zorientowała się, że traci głos.

-Gdybym chciał cię pani zdradzić, to już bym tu nie przyjechał – oznajmił ze spokojem Ocieski.

-Co ci mówił król w czasie drogi? Zapewne chciał cię przekupić?

-Król nie musi już nikogo przekupywać, bo wszyscy poszli po rozum do głowy.

-Co mam przez to rozumieć?

-Miłościwa pani. Na ostatnim sejmie każdy pojął do kogo należy władza w Polszcze i jeśli ktoś był dotąd w błędzie, to już to pojął.

-Ty też zapewne, bo doniesiono mi, że na sejmie nie oponowałeś.

-A cóż ja mogłem tam zrobić, miłościwa pani? Co znaczy zdanie kasztelana bieckiego, gdy prymas, marszałek i wojewodowie milczeli.

-Ale ja milczeć nie będę – zarzekała się królowa. – Niedługo się okaże kto tu rządzi. – Na te słowa Ocieski popatrzył z politowaniem na Bonę i powiedział co myśli.

-Miłościwa pani. Pogódź się z królem, a wtedy twoje zdanie będzie się jeszcze liczyć. Zawsze tak było, że gdy ktoś o coś zabiegał, to najpierw szedł prosić o protekcję matkę króla.

-Matka króla nic nie będzie znaczyć, bo on ma tę rozpustnicę za żonę.

-Małżonka naszego króla nie zna się na polityce.

-Już ty mnie nie pouczaj co mam robić! Są jeszcze tacy, którzy nie uznali tej Litewki za żonę Augusta.

-Tylko, że oni niewiele znaczą. Ksiądz prymas już nie oponuje. Marszałek Kmita czeka na króla w Radomiu i ma go odprowadzić aż do bram Krakowa. A kasztelana Górkę sam widziałem, jak trzymał strzemię królowi przy wyjeździe z Piotrkowa. Widzisz pani, że nikt znaczący już nie został. – Tu Bona zamyśliła się na chwilę i pospiesznie odrzekła.

-Wojewodowie Tęczyński i Leszczyński.

-Tęczyński buntuje się, tylko nie wiadomo przeciwko komu, bo na ostatnim sejmie też niewiele mówił. A Leszczyński złożył ostatnio urząd wojewody brzeskiego. Zyskał wprawdzie sławę u szlachty, ale jego głos przestał się liczyć, bo już nie jest wojewodą.

-Zostawili mnie niewdzięcznicy. Zostawili po tym wszystkim co ode mnie otrzymali. – Tu Bona zamyśliła się i doszła do wniosku, że tylko Ocieski jest jej oddany, stąd też przemówiła do niego ze spokojem. – Mów coś jeszcze usłyszałeś na sejmie?

-Słyszałem wiele rzeczy o przyszłej królowej.

-O jakiej królowej? – zapytała ponownie wzburzona. – Ja tylko jestem królową w Polszce i innej nie będzie.

-Będzie miłościwa pani i to już niedługo.

-Doszły mnie wieści, że ta Litewka jest tak zuchwała, że chodzi z królem pod rękę, zamiast iść w tyle za nim. – Tu Ocieski roześmiał się na chwilę i przemówił.

-Boli cię to miłościwa pani, bo jak pamiętam, to zawsze chodziłaś pani za świętej pamięci królem Zygmuntem.

-Przecież nie godzi się iść królowej obok króla, a ona nawet nie jest królową!

-Zapewne też słyszałaś pani o tym, że już kilka razy nasz król czekał przed drzwiami swej małżonki, bo nie była gotowa do wyjścia.

-A zatem to prawda! – rzekła ponownie wzburzona. – Boże litościwy! Patrzysz na to i nie grzmisz. Przecież napisane jest w Biblii, że małżonka ma być posłuszna swemu mężowi. – Tu Ocieskiemu zebrało się na żart.

-Może małżonka naszego króla nie doczytała tego zdania.

-Nie rozwścieczaj mnie ochmistrzu! – i tamten przestał się śmiać. – Trzydzieści lat, równe trzydzieści lat byłam żoną świętej pamięci króla Zygmunta i ani razu się nie spóźniłam i zawsze byłam gotowa na jego wezwanie, a ta Litewka nie zważa na nic. Co za czasy? Strach myśleć co będzie, jak inne niewiasty zaczną z niej brać przykład.

-Zapewne zdziwi cię to miłościwa pani, ale słyszałem na sejmie, że wielu szlachciankom, które za mąż poszły, bardzo się to spodobało.

-Czas z tym skończyć, bo ta Litewka gotowa wszelkie zwyczaje przewrócić do góry nogami. – Na te słowa Ocieski tylko się uśmiechnął i słuchał dalej. – A co do koronacji, to nic z tego nie będzie, bo do tego potrzebna jest obecność marszałka Kmity, a póki hetman Tarnowski jest przy królu, to tamten nie przyjdzie na Wawel.

-Koronacja nastąpi, bo hetman Tarnowski został na sejmie odtrącony przez króla, a marszałek Kmita zaprosił nawet naszego króla z małżonką do Wiśnicza, gdzie jak mi powiedział król, będą radzić o koronacji.

-Żałosny pies z Wiśnicza! Ja go zrobiłam marszałkiem wielkim, a on odpłacił mi najpierw rokoszem pod Lwowem, a później na sejmach wzbraniał mi Mazowsza. Podły pies jakich mało tu nad Wisłą! – wrzasnęła Bona i wyszła z komnaty.

***

Po dłuższym czasie Bona wstała z krzesła i przez dłuższy czas patrzyła w okno, zapominając o wszystkim co działo się wokół niej. Wreszcie się ocknęła i przypomniawszy sobie, że wezwała do siebie swe córki, przemówiła do nich.

-Tak patrzę i wierzyć mi się nie chce, że to wszystko tak się dzieje. Nikt was nie chce za małżonki, chociaż pochodzicie z tak znacznych rodów, które są pierwsze w Europie. – Tu zamyśliła się na chwilę, po czym dodała. – To wszystko dlatego, że nie odziedziczyłyście urody po mnie, tylko po swojej babce Elżbiecie.

-Pani matko – zaczęła niepewnie Katarzyna – chyba nie jesteśmy takie najgorsze, skoro jesteśmy twoimi córkami?

-Jesteście, tylko nikt was nie chce, chociaż jesteście też córkami króla Polski i Litwy. A dla tej litewskiej przybłędy, tej głupiej Radziwiłki, mój syn stracił głowę i nawet chciał dla niej złożyć koronę – zadrwiła na koniec Bona. – Powiedz coś Anno? – zwróciła się do starszej córki. – Co z tobą będzie?

-Będę pani matko królową. Tak mi przecież wywróżono.

-Dużo bym dała, aby ta wróżba się spełniła. – W tej samej chwili otworzyły się drzwi, a w nich stanął Ocieski.

-Już się posiliłeś, ochmistrzu?

-Tak pani. Przyszedłem oznajmić, że ten kulawiec, na którego pani czekałaś, już przybył.

-Wreszcie dobra nowina. Zostańcie tu i pomyślcie nad sobą. Pomówimy później. – I szybko wyszła z komnaty, aby spotkać ze swoim zaufanym sługusem.

Po kilku minutach królowa była już w dolnej części zamku warszawskiego. Tam też otworzyła zakratowaną furtę i ponagliła stojącego obok Kudłacza.

-Chodź tu z tą pochodnią, bo ciemno – i towarzyszący jej człowiek, utykając nieco, rozświetlał ciemne pomieszczenie. – Widzisz, ile nagromadziłam skarbów?

-Słyszałem o tym pani, ale nie wiedziałem, że aż tyle tego jest – i zaczął uważnie rozglądać się po pomieszczeniu. Znajdowało się w nim kilkadziesiąt kufrów i skrzyń, nieco już przykurzonych, ustawionych jedne na drugich.

-Daj pochodnię i podnieś to wieko. – Rozkazała Bona, a wtedy Kudłacz z wysiłkiem uniósł je do góry i ujrzał pełno złotych monet. – Dawałam mojemu synowi dwadzieścia takich skrzyń, aby porzucił tę Litewkę, ale on głupi odmówił. Ty byś pewnie porzucił swoją żonę za jedną taką skrzynię?

-Choćby i zaraz – zawołał podniecony.

-A gdybym ci kazała za jedną taką skrzynię zabić, to co byś zrobił?

-Nie godzi się zabijać własnej żony – oznajmił stanowczo Kudłacz.

-A zatem byś tego nie zrobił?

-Ja nie, ale zapłaciłbym komuś innemu, który by tego dokonał, a potem sam bym go zabił.

-Cwany jesteś, a czasem nawet bystry – stwierdziła Bona i wziąwszy garść monet rozsypała mu nad głową. – Jeśli zrobisz co ci każę, to pół tej skrzyni będzie twoje, tylko teraz nie możesz mnie zawieść, tak jak ostatnio.

-Miłościwa pani. Prawda jest taka, że mam pecha z tą Litewką, bo dość, że jej nic nie zaszkodziłem, to jeszcze ucierpiałem w nogę.

-Boś niedorajda. Ale obiecuję ci Kudłacz, że jeśli się sprawisz, to wzbogacisz się jak nigdy dotąd i przysięgam ci, że już nie będę cię wzywać.

-Teraz już nie zawiodę pani, bo te pół skrzyni musi być moje! – i uśmiechnął się do królowej.

-Wiem, że mój syn ma być niedługo w Wiśniczu w rezydencji marszałka Kmity. Ten zaprzaniec zdradził mnie nie raz, ale tym razem musi mi za to zapłacić. Jeśli się sprawisz, to wtedy król wyładuje całą złość na nim, bo stanie się to w jego dobrach. Ja zaś oznajmię mojemu zbłąkanemu synowi, że marszałek Kmita przyjechał tu do Warszawy i wspomniał mi, że umyślnie zaprosił do siebie króla z małżonką, aby im zaszkodzić.

-O czym myślisz pani?

-Opodal rezydencji marszałka w Wiśniczu jest piękny drewniany dworek myśliwski. Byłam w nim kilka lat temu, tak samo jak mój syn, który zapewne zechce go pokazać tej swojej rozpustnicy.

-Przez którą kuśtykam na nogę – wtrącił Kudłacz.

-Gdy będą już w tym dworku, a król wyruszy na polowanie, to wtedy ją zgładzisz!

-Jakim sposobem, pani?

-Takim – rzekła Bona i przyświeciła mu pochodnią w oczy. – Ten dworek będzie się palił jak szczapa, razem z nią. Wprawdzie to wiedźma i zapewne się nie spali, ale wystarczy jak się poparzy.

-To nie będzie łatwe, pani.

-Wiem Kudłacz i dlatego tyle ci płacę. Wyczekasz na odpowiednią chwilę i wejdziesz od tyłu dworku. Są tam małe drzwi, przez które wejdziesz do środka. Potem pozamykasz drzwi od środka i podpalisz wszystko.

-A co ze mną? – zapytał podejrzliwie.

-Gdy upewnisz się, że te wiedźma nie zdoła wyjść, wszystko dobrze podpalisz i wtedy wejdziesz do piwnicy.

-To tam jest piwnica?

-A w którym dworku nie ma piwnicy? – zadrwiła Bona. – Wejście do piwnicy jest tuż przy tylnym wejściu, którym dostaniesz się do środka. Zejdziesz po schodach w dół i tam bez trudu znajdziesz duży właz, od którego zaczyna się długi loch. Pójdziesz tym lochem kawałek i wyjdziesz opodal strumienia.

-Widzę pani, że wszystko dobrze obmyśliłaś.

-Przynajmniej ty to doceniasz. Weź sobie tyle czerwonych, ile zdołasz zabrać ze sobą. A gdy dobrze się sprawisz, to pół tej skrzyni będzie twoje. – Na te słowa sługus Bony uśmiechnął się złowieszczo i zaczął ładować złoto, gdzie tylko mógł. – Już ci wystarczy Kudłacz. Resztę dostaniesz po powrocie i nawet dam ci skrzynię na drogę. A teraz chodźmy. – Po tych słowach Bona ruszyła w stronę wyjścia, a za nią Kudłacz, któremu wypadło z kieszeni kilka monet. Nie podniósł ich jednak tylko z uśmiechem szedł za swoją panią.