Postacie: Turysta, Turystka, Dyplomata.
(Turysta podchodzi do opalającej się na leżaku Turystki).

Turysta: Ale mnie burak zezłościł! (siada na drugim leżaku).

Turystka: Czemu jesteś taki zły kochanie?

Turysta: Przy barze przyplątał się jakiś typek i strasznie się mądrzył.

Turystka: (śmieje się) Nie mów, że spotkałeś lepszego od siebie.

Turysta: Mądrzył się, bo niby zna świetnie angielski.

Turystka: A co takiego powiedział?

Turysta: Przy barze jeden dziadek zapytał mnie, co znaczy po angielsku „baby”.

Turystka: Baby czyli bejbi?

Turysta: Może i bejbi. (po chwili) Ja powiedziałem temu dziadkowi, że baby znaczy to samo co u nas, czyli baby.

Turystka: Aleś wymyślił!

Turysta: I wtedy tamten typek mnie poprawił. (Po chwili) Powiedziałem mu, że jeszcze raz mnie poprawi w niepublicznym miejscu, to go pochowają w jednym z tutejszych bunkrów.

Turystka: A co ty kupiłeś za książkę?

Turysta: Nie wiem, bo jest po albańskiemu.

Turystka: Przecież ty nie znasz albańskiego!

Turysta: Jesteśmy w Albanii, więc mogę sobie czytać książkę po albańskiemu.

Turystka: Przecież ty kochanie nie mogłeś nauczyć się podstawowych zwrotów albańskich.

Turysta: Nikt o tym nie wie poza tobą (po chwili). To ten sam ważniak, co był w barze.

Dyplomata: Znowu się widzimy (siada na leżaku).

Turysta: Nieszczęścia chodzą parami.

Turystka: Jesteś nieuprzejmy, skarbie!

Dyplomata: Może się przedstawię. Jestem Alojzy.

Turysta: (śmieje się) Już wolałbym mieć na imię Ahmed.

Turystka: (podaje rękę Dyplomacie) Krysia.

Dyplomata: Pani jest pewnie żoną tego pana?

Turystka: Zdarzyło się kiedyś.

Turysta: A pan to pewnie już po rozwodzie, albo i po dwóch.

Dyplomata: A po czym pan to wnioskuje?

Turysta: Wystarczy popatrzeć i już wiadomo.

Dyplomata: Nie zgadł pan, bo dopiero jestem w trakcie rozwodu.

Turysta: (uśmiecha się) Nie znam pana żony, ale jej się nie dziwię.

Dyplomata: Ja poznałem pana żonę i dziwię się, że z panem wytrzymuje.

Turysta: Moja żona ze mną wytrzymuje, a pańska już nie może.

Turystka: Jak tam twoja powieść skarbie?

Turysta: Dobrze napisana. Już dawno nie czytałem tak dobrej książki.

Turystka: Ty skarbie już kilka lat nie czytałeś książki … po albańsku.

Dyplomata: Zna pan albański?

Turysta: Jedni znają angielski, a inni albański.

Turystka: Ile już skarbie przeczytałeś?

Turysta: Jestem w połowie.

Dyplomata: A o czym ta książka, jeśli można wiedzieć?

Turysta: Kryminał i horror, ale bardzo dobry.

Turystka: Nie wiedziałam skarbie, że lubisz kryminały!

Turysta: To lekki romantyczny kryminał z elementami komedii.

Dyplomata: Zapytam z ciekawości. Gdzie się pan nauczył albańskiego?

Turysta: W młodości przez kilka lat grałem dla Al Bano.

Dyplomata: Ale to chyba włoski piosenkarz?

Turysta: Gdyby to był Włoch, to by się nazywał Al Italiano, a nie Al Bano!

Turystka: A Dr. Alban śpiewał po angielsku, a nie po albańsku.

Turysta: Bo to był doktor. A śpiewał po angielsku, bo albański nie jest popularny w medycynie.

Dyplomata: A o czym dokładnie jest ta książka?

Turysta: Nawet mój teść nie jest tak ciekawski! Kim pan jesteś?

Dyplomata: Jestem dyplomatą, ale na urlopie.

Turysta: Książka jest o takim detektywie, który nazywa się Ali Banio. Wykańcza wszystkich ciekawskich, których spotyka.

Dyplomata: A mógłbym zobaczyć okładkę?

Turysta: Ale przecież nie znasz pan albańskiego? (podaje mu książkę).

Dyplomata: (uśmiecha się) Znam tę książkę. To „Plaża Dalmatica”. Kilka lat temu tłumaczyłem ją z angielskiego na albański.

Turysta: To pan znasz albański?

Dyplomata: Pracuję tutaj od kilkunastu lat w polskiej ambasadzie, to już się nauczyłem. Albański nie jest wcale trudny.

Turystka: Ja idę do hotelu (wstaje z leżaka).

Turysta: Idziesz do hotelu? Nie będziesz się opalać?

Turystka: Przed chwilą tak się opaliłam ze wstydu, że mi wystarczy. (po chwili) Muszę się czegoś napić.

Dyplomata: Mogę pani zaproponować dobrą albańską nalewkę.

Turystka: Bardzo chętnie.

Turysta: A co ja tu będę sam robił?

Turystka: Skończysz czytać swoją fascynującą albańską książkę.