
Rozpisane na początek wiosny 1550 roku sejmiki przedsejmowe odbywały się tym razem spokojnie, stąd też król nie musiał się już martwić o przebieg przyszłych obrad. Martwiła go jedynie postawa brata stryjecznego Barbary, krajczego Jana Radziwiłła, który nie dawał się przejednać i tuż przed sejmem przyjechał do Krakowa. Tam miał się spotkać z marszałkiem Kmitą, który w opinii królowej Bony miał być w dalszym ciągu przywódcą małopolskiej opozycji.
W takiej też atmosferze August przygotowywał się do wyjazdu na drugi już w czasie jego panowania sejm. Przed samym odjazdem pojawił się w Akademii Krakowskiej, którą już dawno obiecał odwiedzić. W obszernej sali collegium maius zebrały się władze akademii, które chciały przywitać króla i jego małżonkę jak najokazalej. Budząca powszechną ciekawość Barbara była ubrana w ciemnozieloną suknię i z wielkim zainteresowaniem obserwowała to wszystko o czym słyszała niegdyś w Wilnie. Po odśpiewaniu „Bogurodzicy” przez chór akademii król i jego małżonka klasnęli kilka razy w dłonie, co oznaczało, że są pod wrażeniem wysłuchanej pieśni. Następnie oprowadzano znakomitych gości po kolejnej z sal collegium, gdzie znajdowały się najcenniejsze zbiory akademii. Oprowadzający ich rektor dwoił się i troił, aby zaprezentować się jak najlepiej, a przez to uzyskać dodatkowe środki na dalszą działalność uczelni.
-Zaiste piękny – zachwycał się August.
-Ten globus miłościwy panie został wykonany przed czterdziestu laty i są na nim wszystkie nowo odkryte lądy. – Tu pokazał wyobrażenie odkrytej przed pół wiekiem Ameryki.
-Podobno Hiszpania i Portugalia założyły za oceanem imperia większe od Europy? – zapytał Jagiellon.
-Tak mówią, miłościwy panie – potwierdził rektor.
-Ale też wyrzynają tysiącami miejscową ludność – wtrącił stojący obok Barbary i jej sekretarza Koszutskiego, Lasota.
-Niestety, nie każdego daje się łatwo nawrócić na prawdziwą wiarę.
-Dobrze, że nas tak nie nawracano – zażartował August i wtedy rektor zamilkł. – Magnificencjo, chciałbym dowiedzieć się jak sprawuje się Wszelakus, którego wysłałem do waszej akademii?
-Wszelakus! Nie ma u nas takiego – zdziwił się rektor. Wówczas August zwrócił się do swego zaufanego sekretarza.
-Lasota, jakie jest jego nazwisko?
-Zaraz sobie przypomnę – i po chwili namysłu oznajmił – Twardowski.
-A tak. Ten czarnoksiężnik jest u nas. Każę go zaraz wezwać, panie. Wołajcie tu tego Twardowskiego – zwrócił się do swego podwładnego i tamten pobiegł po niego. – Przyznaję miłościwy panie, że to zdolny student, tylko że bardzo leniwy.
-Zatem się nie zmienił – zażartował król i spojrzał na uśmiechniętą Barbarę. Wkrótce też dostrzeżono uśmiechniętego jak zawsze Wszelakusa, ale jego odzienie nie różniło się od tego, jakie zakładał na co dzień. Widząc to rektor od razu się zezłościł.
-Ten się dopiero wystroił – i czekał, aż student zbliży się do niego.
-Wszelakus. Wysłałem cię tutaj, żebyś się jeszcze nowych rzeczy nauczył, ale jego magnificencja skarży się, że lenistwo cię nie opuściło.
-Miłościwy panie, przeważnie nie byłeś ze mnie zadowolony, to czemuż jego magnificencja miałby być ze mnie zadowolony. – Po tych słowach rektor zdenerwował się jeszcze bardziej.
-Wyjeżdżam na sejm, a że ty podobno znasz się na gwiazdach, to powiedz czy obrady będą spokojne i co przyniesie ten rok?
-Wiele gwiazd, które świecą przy twojej panie gwieździe, zaczyna gasnąć, a to znaczy, że ktoś bliski ci panie umrze w tym roku.
-Ktoś z mej familii? – zapytał wyraźnie zaniepokojony.
-W tym roku śmierć zbierze obfite żniwo i twojej panie rodziny też nie oszczędzi.
-Zamilcz już – przerwał mu August.
-Wasza królewska mość nie powinien wierzyć w przepowiednie – włączył się rektor – a tym bardziej słuchać tego czarnoksiężnika, który według mnie jest trochę obłąkany.
-Przecież ja mu nie wierze, tylko pytam z ciekawości. – Po chwili zaś August zwrócił się do Wszelakusa. – Gdy będziesz miał lepsze przepowiednie, to wtedy przyjdź na zamek.
-A jeśli będą złe, panie?
-Wtedy zachowaj je dla siebie. – Po tych słowach Wszelakus, zmierzony groźnym spojrzeniem rektora, pokłonił się przed królem i pospiesznie odszedł. Następnie rektor zwrócił się do Barbary.
-Jak ci się podoba miłościwa pani w naszej świątyni mądrości?
-Nie wszystko mi się tu podoba – odrzekła ku wielkiemu zdziwieniu wszystkich.
-A czemuż to, miłościwa pani? – Zapytał zaskoczony odpowiedzią królewskiej małżonki.
-Powiedz mi magnificencjo, dlaczego w murach waszej akademii nie ma ani jednej niewiasty?
-A po co tu niewiasty, miłościwa pani? – odparł pospiesznie.
-Po to, aby mogły się uczyć tak jak mężczyźni – oznajmiła zdecydowanie.
-Wybacz mi miłościwa pani, ale już starożytni stwierdzili, że niewiasty są z natury głupie. Stąd też mają się uczyć tylko tego, co im jest potrzebne jako żonom – odrzekł zarozumiale.
-Teraz wszystko rozumiem – zaczęła wyraźnie wzburzona. – Powiedz mi magnificencjo, czy długo przewodzisz w tej akademii?
-Miłościwa pani, nie chwaląc się, jestem już piąty rok magnfikusem naszej akademii.
-Rozumiem magnificencjo, że najjaśniejszej królowej Bonie też powiedziałeś, że niewiasty są głupie z natury? – Na te słowa król i jego otoczenie tylko się uśmiechnęli, a zarozumiałemu rektorowi zaczął się zmieniać kolor twarzy. Zaraz też Barbara zwróciła się do Augusta. – Wybacz mi panie, ale nie czuję się najlepiej i proszę, abym mogła wrócić na zamek?
-Myślę, że to już wszystko co miano nam pokazać, zatem możemy wracać.
-Miłościwy panie, wasze królewskie moście. Proszę tylko o chwilę cierpliwości, bo jeden z profesorów napisał panegiryk na tę okoliczność – błagał wręcz rektor.
-Wybacz mi magnificencjo, ale skoro, jak sam powiedziałeś, jestem z natury głupią niewiastą, to zapewne nie zrozumiem o co chodzi w tym panegiryku i dlatego też go nie wysłucham.
-Ależ miłościwa pani, toż starożytny Sofokles już mawiał, że nie wszystkie niewiasty są głupie – i ukląkł przed Barbarą. Ta jednak pospiesznie odwróciła się w drugą stronę i podawszy dłoń Augustowi szła z nim do wyjścia. Wtedy do załamanego rektora zbliżył się Lasota.
-To nie niewiasty są głupie, tylko ty magnificencjo. Tak sobie zrazić przyszłą królową. – Po chwili zaś zebrało mu się na żarty. – Wielka to szkoda, że nie będziesz panie szósty rok magnificencją – i odszedł. Tymczasem biedny rektor rozpłakał się niczym dziecko, bo wiedział, że czeka go ciężka rozmowa z profesorami akademii.
***
Po powrocie z Akademii Krakowskiej August i Barbara spożywali obiad. Zasmucona małżonka króla nie przejawiała jednak większej ochoty do jedzenia.
-Barbaro, zapomnij o tym co słyszałaś. To tylko głupia paplanina przemądrzałego rektora, który zapewne długo już nim nie będzie.
-Wszyscy tak uważacie, że my niewiasty jesteśmy głupie.
-Ja tak bynajmniej nie uważam – odparł Jagiellon.
-Już nie raz dałeś mi to do zrozumienia.
-Barbaro, przestań się boczyć, bo za parę dni ruszam do Piotrkowa.
-Znowu ten sejm – rzekła z wybrzydzeniem. – I zapewne znowu będziesz się użerał z tymi posłami.
-Myślę, że tym razem wszystko pójdzie dobrze, bo sejmiki odbyły się spokojnie, a do tego udało mi się pozyskać część senatorów. – Po tych słowach Barbara wreszcie się uśmiechnęła i niewinnie zapytała.
-Zatem, jeśli wszystko pójdzie dobrze to zostanę królową?
-Po sejmie, owszem – i widząc jej radość dodał. – Jakże się cieszę, że znowu jesteś wesoła, bo przez twoją smutną minę to wino mi nie smakowało.
-Jakoś tego nie zauważyłam.
-Piję, bo niedługo będę usychał z tęsknoty – żartował nieco podpity August. W tym samym momencie dostrzegł stojącego w drzwiach Lasotę.
-Czy można przeszkodzić waszym królewskim mościom?
-Mów, skoro już przyszedłeś.
-W Krakowie jest krajczy litewski Radziwiłł.
-To pewne?
-Widziano go jak wchodził do karczmy, to zapewne trochę tam posiedzi.
-Pisał mi ostatnio marszałek Czarny, że jego brat od wielu miesięcy chodzi z zagrzaną głową.
-Skąd on ma tyle pieniędzy, bo wiecznie pije ze swoimi kompanami, a podobno wiele ze swoich dóbr już zastawił? – zapytała Barbara.
-Nie dziw się miłościwa pani, bo ostatnio dostał od królowej Bony aż 500 czerwonych – oznajmił Lasota.
-Skąd o tym wiesz? – zainteresował się August.
-Mówił mi o tym wczoraj ksiądz kanclerz Maciejowski, do którego pisał ostatnio ochmistrz królowej Ocieski.
-A więc to pani matka jest taka hojna dla pana Radziwiłła, a ja go popierałem, żeby został krajczym litewskim.
-On zawsze był taki. Gdy tylko coś mu nie poszło, to od razu się boczył. Ale to wszystko przez marszałka Czarnego, który za bardzo jest zachłanny. Gdyby się z nim nie pokłócił o dobra po ojcu, to Jan nie poszedłby do królowej – rzekła Barbara.
-Zapewne pan krajczy nie zechce nam złożyć wizyty na zamku?
-Nie po to dostał te pieniądze, aby składać ci panie wizyty, tylko po to, żeby kaptować nowych oponentów i zauszników królowej Bony – zauważył słusznie Lasota.
-Zatem to my złożymy mu wizytę i to jeszcze dzisiaj – oznajmił August.
-Dodam jeszcze panie, że przyszedł list od księdza biskupa Zebrzydowskiego.
-Nawet ten dwulicowy księżulo pojął wreszcie kto wygrał batalię – rzekł z zadowoleniem Jagiellon. – Mów, co pisze biskup Zebrzydowski?
-Ksiądz biskup kujawski dziękuje ci panie za zwołanie sejmu, a przy tym przestrzega, że królowa Bona wzięła na swój dwór jakąś czarownicę, którą nazywają Żółtym Ożogiem.
-Ciekawe co jeszcze wymyśli pani matka? – zakpił August.
-Panie sekretarzu, nie stój tak, tylko siądź z nami przy stole, jedzenia wystarczy. – Zaproponowała Barbara, a wtedy Lasota na znak podziękowania skłonił się przed nią i z zadowoleniem przyłączył się do pary królewskiej.
***
Karczma w której bawił od kilku godzin krajczy litewski i jego towarzysze uchodziła za jedną z lepszych w Krakowie. Radziwiłł był już tak bardzo podpity, że język zaczął mu się plątać. W pewnym momencie otworzyły się drzwi karczmy, w których stanął królewski sekretarz.
-Karczmarzu, zechciej wszystkich wyprosić, bo sam miłościwy król przybył do ciebie. – Wówczas tamten widząc wchodzącego do środka Augusta, a za nim dwóch królewskich gwardzistów, podbiegł do stołu, gdzie siedział Radziwiłł i jego towarzysze, po czym głośno zawołał.
-Mości panowie, zechciejcie opuścić tę karczmę. Po drugiej stronie ulicy jest druga, wcale nie gorsza, a może i lepsza.
-A co, miodu już zabrakło? – zażartował Radziwiłł czym pobudził do śmiechu swoich kompanów.
-Panowie. Miłościwy król jest tutaj – oznajmił karczmarz, próbując podnieść z ławy jednego z pijących, który niedawno zasłabł.
-A co, Barbara wygoniła go z Wawelu? – zażartował ponownie Radziwiłł. Po chwili jednak obok krajczego litewskiego i jego kompanów stanęło dwóch gwardzistów królewskich, którzy surowym wzrokiem spoglądali na biesiadników. Jeden z nich poznawszy króla skłonił się przed nim, a następnie zawołał.
-Vivat król Zyygmunt Aaugust, poogromca Taatarów.
-Vivat – krzyknęli trzej inni i zaczęli rzucać czapkami do góry, których już nie byli w stanie złapać. Następnie biesiadnicy szybko opuszczali karczmę, a w środku został tylko Radziwiłł i jego sługa.
-Ja nieee opuszczę swego pana. Nieee opuszczę – oponował radziwiłłowski sługa. W tym samym momencie Lasota zdjął mu czapkę z głowy i zwrócił się do właściciela.
-Karczmarzu, otwórz drzwi – i gdy tylko ten to zrobił królewski sekretarz wyrzucił przez nie czapkę sługi Radziwiłła. – Wyjdź waszmość za swoją czapką i przewietrz się nieco, bo czuć cię z daleka.
-Nieee wyjdę.
-To cię wyniesiemy – oświecił go Lasota, lecz wtedy włączył się Radziwiłł.
-Siekierko, wyjdź i czekaj na mnie przy koniach – i dopiero teraz radziwiłłowski sługa opuścił karczmę. Po chwili August usiadł przy stole i zaczął rozmowę.
-Panie łowczy, czemuż to nie przyjedziesz na Wawel, tylko obijasz się po karczmach?
-Wystarczy, że mój brat Czarny tam bywa, to po co jeszcze moja skromna osoba.
-Panie łowczy, posprzeczałeś się z bratem i dlatego przeszedłeś na stronę moich przeciwników?
-Nie panie, ja poszedłem tam, gdzie mnie zapraszają. Ty miłościwy panie dostrzegasz tylko mojego nienasyconego brata, wiec ja udałem się do najjaśniejszej królowej, bo ona dobra i łaskawa – odrzekł Radziwiłł.
-I dobrze płaci, bo dała 500 czerwonych – zakpił August.
-A skąd ci o tym wiadomo, miłościwy panie?
-Myślisz panie łowczy, że ja czegoś nie wiem? – I przerwał na chwilę. – Wiem też, że z polecenia królowej Bony masz się spotkać z marszałkiem Kmitą, ale on już panie łowczy nie będzie oponował.
-To się jeszcze zobaczy, bo jadę do Piotrkowa, aby tam na sejmie oznajmić wszystkim, że Litwa chce unii. – Na te słowa August tylko pokiwał głową i dodał.
-Nie wiedziałem panie łowczy, że uważasz się za całą Litwę. Pamiętaj, że to ja jestem wielkim księciem Litwy, a nie moja pani matka. I radzę, abyś się opamiętał.
-Boisz się miłościwy panie, że mogę ci pokrzyżować plany i dlatego odwiedziłeś mnie tutaj. –Teraz Radziwiłłowi zebrało się na żart. – Sam miłościwy król do mnie przyszedł.
-Panie łowczy, zrobisz jak zechcesz, a przyszedłem tutaj tylko dlatego, że twój brat Czarny prosił mnie o łaskę dla ciebie. A przed wyjściem moja małżonka prosiła mnie, żebym miał dla ciebie wyrozumiałość i wybaczył ci wszystko.
-Moja czcigodna siostra Barbara – westchnął Radziwiłł. – Ona zawsze była dobrą niewiastą. – Następnie łowczy litewski spoglądał na wychodzącego króla, który postanowił już nie wdawać się w dalszą rozmowę ze stryjecznym bratem Barbary.
Po wyjściu z karczmy Jagiellon wsiadł na konia i ze swoją eskortą pospiesznie wracał na Wawel. Gdy tylko pojawili się na dziedzińcu zamkowym August dostrzegł stojącą na schodach Barbarę. Podszedł więc do niej pospiesznie i nerwowym głosem oznajmił.
-Barbaro, takie zimno, a ty tu stoisz i marzniesz!
-Nie mogłam się już doczekać na ciebie – odrzekła ze łzami w oczach.
-Coś cię stało?
-Auguście, goniec z Wilna przyniósł wieść.
-Jaką? – Zapytał przeczuwając, że stało się coś złego.
-Moja pani matka umarła – i teraz wybuchła płaczem. Po chwili, gdy nieco się opanowała, dodała krótko. – Miała przecież tylko pięćdziesiąt trzy lata. – August nic nie mówiąc prowadził swą żonę do środka, przypominając sobie przedpołudniową przepowiednię Wszelakusa.
Następnie, gdy Barbara już nieco się uspokoiła, oddał ją pod opiekę dwórek, a sam zwrócił się do swego sekretarza.
-Co za dzień – i westchnąwszy ciężko szybko oświadczył. – Pojedziesz na pogrzeb pani kasztelanowej wileńskiej, matki mojej małżonki.
-Panie, pojadę nawet na Krym do Tatarów, ale nie chcę jechać na pogrzeb – poprosił Lasota.
-Dobrze Lasota, ale kogoś muszę tam wysłać.
-To może Trzebuchowskiego?
-Może być Trzebuchowski. – Po tych słowach do komnaty króla wbiegła przerażona siostra Jurgielisa, Katarzyna.
-Miłościwa pani zasłabła. – Słysząc to August zapomniał o dworskiej etykiecie i pobiegł do komnaty swej małżonki. Gdy już się tam znalazł dostrzegł bladziutką Barbarę leżącą na łożu w otoczeniu swych przerażonych dwórek. Niezwłocznie pochylił się nad nią i dostrzegł lekki uśmiech na jej twarzy.
-Nic mi nie jest Auguście. To tylko omdlenie – i wyciągnęła do niego swoje dłonie, które Jagiellon ucałował i mocno przycisnął do swych ust.
