Guglując informacje na temat amerykańskiej pisarki Susan Sontag doguglowałem się do najważniejszego bodaj pytania o jej twórczość, które mnie samemu do głowy nie przyszło: komu zostawiła swoje pieniądze. W dzisiejszych czasach wydaje się to być kwestią podstawową, dziwne więc, że nie pytamy o to powszechnie. Tym bardziej, że to też jest jakaś część spuścizny, jak by nie było, artystycznej. To znaczy o pieniądze pisarzy amerykańskich już nie ma co, ale o forsę rodzimych, jakichś tam Koźniewskich czy Szczypiorskich można by się zatroszczyć. My tymczasem tropimy jakiś poniemiecki „złoty pociąg” gdy hipotetyczna fortuna Szczypiorskiego przepada przejadana przez spadkobierców. W tym jednym zaniedbaniu ogniskują się wszystkie nasze narodowe przywary: zaściankowość, dojutrkostwo, sobkostwo itd. Wstyd!