na zdj.: zbroja zaręczynowa króla Zygmunta Augusta

Stanisław Stadnicki ukorzył się przed królem i zamiast towarzystwa czołowych opozycjonistów przybył na Wawel w niewielkiej asyście wspierającej go szlachty. August wspaniałomyślnie przebaczył buntownikowi przez co zaskarbił sobie wdzięczność krewniaków i przyjaciół Stadnickiego. Z takiego rozwoju sytuacji cieszyła się także Barbara, gdyż w Polsce zapanował wreszcie względny spokój, chociaż jak się miało okazać, nie na długo.

W piękny wrześniowy dzień na placu wawelskim znajdującym się obok katedry przygotowano znaczny podest przykryty ciemnoczerwonym suknem. Na samym środku znajdował się tron królewski, na którym miał zasiąść August w towarzystwie czołowych urzędników państwowych. Tłumy gapiów zapełniły cały plac i gwardia królewska z trudem utorowała wąskie przejście dla króla i dygnitarzy, którzy ustawili się na podwyższeniu, tuż obok tronu. Wreszcie pojawił się ubrany na ciemnoniebiesko August, przy którym znajdował się kanclerz Maciejowski, podkanclerzy Grabia, marszałek wielki Kmita, marszałek nadworny Tęczynski i hetman Tarnowski.

Z okna budynku przykatedralnego całe to widowisko obserwowała Barbara, dla której było to niezwykłe przeżycie. Gdy tylko król zasiadł na tronie wystąpili heroldowie i zaznaczyli swoją obecność. Następnie pojawiło się trzech prześwietnie ubranych posłów reprezentujących książąt lęborsko-bytowskich. Po oddaniu przez nich pokłonu do króla zbliżył się Baltazar von Wolde, który uklęknął przed Augustem ucałował monarszą chorągiew i położył dłoń na Biblii.

-Ja, Baltazar von Wolde imieniem księcia Filipa i Barnima, poseł księcia lęborskiego i bytowskiego, panu naszemu miłościwemu Zygmuntowi Augustowi królowi polskiemu, wielkiemu księciu litewskiemu, księciu ruskiemu i pruskiemu przyrzekam. – Tu na chwilę wstrzymał głos, po czym dalej wypowiadał rotę przysięgi.

Tymczasem w komnacie, w której przebywała otoczona dwórkami Barbara, pojawił się jej sekretarz Koszutski, który zbliżywszy się do niej cicho wyszeptał.

-Wybacz mi, pani…

-Nie przeszkadzaj mi teraz – przerwała mu stanowczo i dalej z zainteresowaniem spoglądała na hołd posłów reprezentujących książąt lęborsko-bytowskich.

-Przybył poseł z Wilna. – Po tych słowach królewska małżonka odwróciła wzrok od widowiska i spojrzała na Koszutskiego.

-Co pisze pani matka i pan brat? – Zapytała i znów spoglądała przez okno.

-Wolałbym pani nie mówić tego przy dwórkach. – Wówczas Barbara ponownie oderwała wzrok od widowiska i rozkazała.

-Wyjdźcie wszystkie do sąsiedniej komnaty – i tamte pospiesznie wykonały jej polecenie. – Mów Koszutski – rozkazała i słuchając swego sekretarza obserwowała ceremonię. Koszutski rozejrzał się po komnacie i upewniwszy się, że nie ma nikogo poza nimi, zbliżył się do Barbary i cicho oznajmił.

-Twoja pani matka, jako i pan podczaszy, życzą ci zdrowia, a zarazem przestrzegają, aby nie zażywać tych ziół za dużo, bo mogą ci pani zaszkodzić. Przysłali te zioła w dwóch skrzynkach, ale … – i zamilkł.

-Ale co, Koszutski? – zapytała, nie odwracając wzroku od hołdu.

-Pan podczaszy napisał, że chociaż to jego zaufany sługa, to zapewne będzie ciekawski co wiezie z sobą. Stąd też pan podczaszy radzi, żeby … – i znowu przerwał wypowiedź.

-Co radzi mój brat?

-Radzi, żeby posłańca w drodze powrotnej cichaczem zgładzić.

-Co? – i od razu odwróciła się do Koszutskiego. – Co takiego?

-Pan podczaszy radzi, żeby skrycie zamordować posłańca.

-On by tylko wszystkich mordował! Kiedyś ktoś jego zamorduje – oburzyła się Barbara. – Niestosowana to pora, ale przyprowadź mi go tu zaraz. – Ponieważ posłaniec był w pobliżu komnaty, stąd też po krótkiej chwili pojawił się razem z Koszutskim.

-Oto on – przedstawił go królewski sekretarz. – Barbara znów musiała oderwać się od widowiska i szybko przemówiła.

-Kim jesteś waszmość?

-Jurko Babinek – odparł niepewnym głosem i ponownie się skłonił.

-Wiesz co przywiozłeś?

-Nie wiem pani, bo pan podczaszy kazał mi przysięgać na krzyż, że nie otworzę skrzynek.

-Tylko mój brat mógł tak mądrze postąpić – zadrwiła Barbara.

-Pan podczaszy zrobił to chyba po to, aby wzbudzić ciekawość u posłańca – zażartował Koszutski.

-Wiernie nam służysz?

-Nie wiem pani, bo pan podczaszy nie jest ze mnie zadowolony.

-A z kogo on jest zadowolony – żartowała Barbara. – Ale nie frasuj się tym waszmość.

-Ja się tym nie frasuję, miłościwa pani – pochwalił się Babinek.

-Masz żonę lub dzieci?

-Dzieci to by się znalazły, ale żony nie mam, bo i po co – odparł wesoło posłaniec.

-Wyjdź i czekaj aż cię wezwę – rozkazała Barbara i po chwili zwróciła się do swego sekretarza. – Hardy jest i głupi, ale na śmierć sobie nie zasłużył. Ale jak powróci do Wilna, to pewnie mój brat go uśmierci.

-Pewnie tak się stanie, ale cóż na to poradzić.

-Trzeba poskromić tę jego hardość i wysłać go na służbę do mej siostry Anny. Wołaj go Koszutski, bo chyba mam na niego sposób.

Nie minęła nawet minuta, gdy Babinek ponownie stanął przed obliczem królewskiej małżonki, przed którą skłonił się w pas.

-Powiedz uczciwie waszmość! Powiedz, czy ci się podobam? – Pytanie to zaskoczyło tak posłańca jak i Koszutskiego.

-Podobasz mi się, pani – odparł po chwili namysłu.

-Ty też trochę mi się podobasz – odparła Barbara ku wielkiemu zdziwieniu Koszutskiego.

-To dobrze pani, że ci się podobam – nie dowierzał swemu szczęściu Babinek.

-Dzisiejszej nocy przyjdziesz tu do tej komnaty. W wolnej chwili przyjdę do ciebie. – Babinek przełknął tylko ślinę i nie dowierzając swym uszom odrzekł zadowolony.

-A pewnie, że przyjdę, miłościwa pani i nawet się umyję przed przyjściem – zapewnił posłaniec i lekko zacierał ręce. Następnie popatrzył na zaskoczonego Koszutskiego i zadał pytanie. – A twój pani sługa nie doniesie o tym królowi?

-Nie doniesie. – Oświadczyła królewska małżonka, po czym zbliżyła się do Babinka i stanowczo zapytała.

-A nie będziesz się bał mnie dotknąć?

-Nie, pani. – W tym samym momencie dłoń Barbary odbiła się na prawym policzku posłańca.

-Miałbyś czelność hultaju obłapiać żonę króla. Widzę, że niezłego gagadka przysłał mi pan podczaszy. – Tu popatrzyła groźnie na radziwiłłowskiego sługę i zapytała. – Wiesz co za to grozi hultaju?

-Miłościwa pani, przecież to ty pani… – lecz nie dokończył, gdyż Barbara zwróciła się do swego sekretarza.

-Koszutski, wszystko słyszałeś?

-Jeszcze to słyszę, pani.

-Wiesz co cię czeka, hultaju? – postraszyła go Barbara.

-Pomiłuj pani, pomiłuj – i rzucił się do nóg królewskiej małżonki.

-Powiedz mu Koszutski co go czeka. – Sekretarz rozumiejąc o co chodzi jego pani mówił wszystko, co tylko przychodziło mu do głowy.

-Stracisz jedno oko i jedno ucho. To na początek. – Babinek z przerażeniem słuchał Koszutskiego, który straszył go jak tylko potrafił. – Utną ci też prawą nogę i lewą rękę, ale reszta ci już zostanie. Ale jeszcze – i uśmiechając się przerwał na chwilę. – Jeszcze przybiją ci genitalia do pnia i dadzą ci nóż do ręki, która ci jeszcze zostanie. Wtedy będziesz miał do wyboru, wbić nóż w siebie albo obciąć sobie tym nożem genitalia. – Zrozpaczony perspektywą kary Babinek, który nadal klęczał przed Barbarą, zaniemówił, a w jego oczach stanęły łzy.

-Słyszałeś co cię czeka, ale na twoje szczęście zapomnę o tym, co miałeś czelność do mnie mówić. Pojedziesz na Wołyń do mojej siostry i będziesz jej służył. I żebym już o tobie nigdy nie słyszała, bo jeszcze gorsze rzeczy cię spotkają

-A cóż gorszego może mnie jeszcze spotkać, pani?

-Wierz mi, że może. A teraz wyjdź i idź na spoczynek, bo jutro wyruszysz na Wołyń. – Wówczas Babinek cofał się na kolanach do drzwi, cały czas kłaniając się Barbarze, aż w końcu opuścił komnatę.

-Miłościwa pani wielce mnie zadziwiła – oznajmił uśmiechnięty Koszutski.

-Ty mnie także, Koszutski. Wymyślałeś rzeczy o jakich dawno nie słyszałam?

-Trochę usłyszałem a trochę dodałem od siebie – odparł zadowolony.

-Za tę jego hardość przydałoby się go ukarać, ale na śmierć nie zasłużył. Daruję go mężowi mej siostry, marszałkowi Kiszce – oznajmiła zadowolona z siebie. Tymczasem Koszutski widząc, że widowisko dobiegło końca, zwrócił się do Barbary.

-Pani. Król i panowie urzędnicy idą na dziedziniec zamkowy.

-Zatem chodźmy – oznajmiła Barbara i idąc w towarzystwie Koszutskiego żartowała z Babinka.

Tymczasem zadowolony z hołdu Jagiellon wraz z dygnitarzami zbliżał się do wejścia na dziedziniec zamkowy. Nagle wszyscy usłyszeli tętent konia i obejrzeli się za siebie. Pędzący goniec zeskoczył z konia i podbiegł do Augusta.

-Miłościwy panie. Tatarzy. Tatarzy palą całe Podole. – Wiadomość ta wywołała takie zmieszanie jakby grom uderzył z nieba.

-Dużo ich jest? – zapytał August.

-Niezliczone czambuły. Tylu ich jeszcze nie widziano. – Teraz król popatrzył na pobladłego wojewodę Tęczyńskiego i z ironią oznajmił.

-Mówiłeś wojewodo, że wolisz widzieć Turczyna na Wawelu, niż moją małżonkę. Masz zatem to, czego chciałeś – i po tych słowach szybko kierował się w stronę wejścia prowadzącego na komnaty zamkowe. Tymczasem do Tęczyńskiego zbliżył się hetman Tarnowski, który odegrał się na zauszniku królowej Bony.

-Panie wojewodo każ zatem przygotować ucztę na ich powitanie – i splunął na ziemię. Po chwili Tęczyński został sam na dziedzińcu wawelskim, gdyż inni dygnitarze poszli za królem. Oparł się wówczas o ścianę i rzekł sam do siebie.

-Bodaj mi język ucięto.

***

W godzinę później król w otoczeniu dygnitarzy i obecnych wówczas w Krakowie senatorów rozpoczął naradę wojenną.

-Nie ma gorszego wroga od Tatarów, bo są szybcy i trudno ich uchwycić. Co gorsza, nie prowadzą otwartej wojny jak inni, tylko zabierają jasyr i szybko uciekają na Krym. Na szczęście jest z nami wódz wielki, który potrafi sobie z nimi poradzić – i tu spojrzał na podbechtanego Tarnowskiego. – Panie hetmanie, kiedy zdołasz ruszyć na Tatarów?

-Miłościwy panie, ponieważ czas nagli to jeszcze dziś wyruszę z Krakowa i po zebraniu w drodze wojska skieruję się na Tarnopol.

-Wdzięczny ci jestem niezmiernie, hetmanie, bo jako jeden z nielicznych zawsze jesteś gotowy na moje wezwanie – i teraz popatrzył na opozycjonistów, którzy w mig odczytali aluzję władcy. – Wyślę zaraz gońca do marszałka litewskiego Radziwiłła, aby jak najszybciej zebrał wojsko i wyruszył na Wołyń. Miejmy nadzieję, że to odstraszy nieco wroga. Ty zaś księże kanclerzu rozkażesz jeszcze dziś przygotować krótkie listy do starostów nadgranicznych, aby kierowali jako mogą obroną i czekali na moje przybycie.

-Chcesz miłościwy panie wyruszyć przeciwko Tatarom?

-Tak, księże kanclerzu. Muszę sam wyruszyć, bo po ostatnim sejmie pozostawiono mi kraj do obrony bez wojska i bez pieniędzy. – Po tych słowach Kmita i Tęczyński spuścili tylko głowy i słuchali dalszych słów władcy. – Zbiorę kogo się da i jutro, a najpóźniej pojutrze, wyruszę w stronę Lwowa. Pójdziemy w sukurs panu hetmanowi.

-Miłościwy panie, to wielce niebezpieczna rzecz. Nie zbierzesz panie szybko wielu zbrojnych, a Tatarzy to dziki wróg. Już dwóch królów z twego panie rodu położyło głowy w walce z nimi. Najpierw brat twego dziada, król Władysław, a przed dwudziestu laty twój panie brat stryjeczny Ludwik – przypominał kanclerz Maciejowski.

-Jestem królem, a obowiązkiem króla jest bronić kraju i poddanych. Nie mogę tu przecież siedzieć i czekać na zmiłowanie Boskie – rzekł stanowczo Jagiellon.

-Jestem do twojej dyspozycji, miłościwy panie – oznajmił niepewnie Kmita.

-Na mnie zawsze możesz liczyć, panie – rzekł podkanclerzy Grabia. W tym momencie król i pozostali dygnitarze popatrzyli na Tęczyńskiego, który znalazł się w sytuacji bez wyjścia.

-Co rozkażesz panie, to zrobię – wykrztusił z siebie po chwili wahania.

-Na dziś narada skończona, panowie – oznajmił August i wszyscy opuścili jego komnatę.

***

Minęło zaledwie pół godziny, gdy do królewskiej komnaty weszła niespodziewanie Barbara. August od razu zauważył, że coś się stało, widząc zaniepokojenie na jej twarzy.

-Auguście, powiedziano mi, że …

-Barbaro, tak trzeba – przerwał jej i szybko przytulił ją do siebie.

-To ja jadę z tobą – rzekła rozżalonym głosem.

-Kochana ty moja, a gdyby mi cię wzięli w jasyr, to cóż ja bym wtedy zrobił? – rzekł wesoło August. – Zapewne Tatarzy chcieli by olbrzymiego okupu, a ja teraz nie mam pieniędzy, bo skarb świeci pustkami – zażartował August, aby ją rozweselić.

-Auguście – i uklękła przed nim. Wówczas on próbował ją podnieść, a ponieważ Barbara opierała się jak tylko mogła, więc i on uklęknął przed nią. – Auguście błagam cię! Zaniechaj tej wyprawy.

-Barbaro, muszę. Muszę.

-Przecież Tatarzy już dwóch królów z twego rodu Jagiełłowego zabili.

-Nie Tatarzy, a Turcy – wyjaśnił Jagiellon.

-Przecież Tatarzy są gorsi od Turków. Mój Boże, jeszcze i ciebie zabiją – i objęła go mocno za szyję.

-Nie zabiją.

-A tamtych zabili – upierała się Barbara.

-Nie zabili. Brat mojego dziada Władysław, nie wiadomo, czy zginął, bo jego ciała nie znaleziono, a stryjeczny brat Ludwik nie zginął, tylko utonął w rzece, bo nie potrafił pływać, a ja przecież potrafię – zażartował na koniec August.

-A ja i tak cię nie puszczę – zapowiedziała i objęła go jeszcze mocniej. Kolejne słowa mówiła już ze łzami w oczach. – Auguście, ostatnio miałam złe sny. Nie jedź na wojnę. – Tu spojrzała na niego tak błagalnym wzrokiem, że nie wiedział, jak jej odmówić.

-Moja ty najukochańsza. Przecież za kilka tygodni powrócę, a może i szybciej. Barbaro, gdybym pobił Tatarów to szlachta nie tylko przestanie mnie krytykować, ale zacznie mnie wielbić.

-Ale ja i tak cię nie puszczę, a jeśli pojedziesz, to wyskoczę z okna albo utopię się w Wiśle – mówiła drżącym głosem. August wziął ją wówczas na ręce, a następnie posadził na krześle i ze spokojem oświadczył.

-Poczekaj Barbaro, zaraz wrócę – i po tych słowach udał się na korytarz, gdzie oczekiwali na niego Maciejowski i Tarnowski. August zbliżył się do nich i krótko oznajmił. – Zechciejcie panowie jeszcze trochę zaczekać, bo moja małżonka nie daje się łatwo przekonać.

-Królowa Bona przyzwyczaiła mnie do czekania – zażartował Maciejowski. Wówczas August powrócił szybko do Barbary, która nieco się uspokoiła i zmieniła swoją postawę.

-Auguście musisz tam jechać? Przecież jest hetman Tarnowski!

-Barbaro, dla naszego dobra, muszę – i ucałował jej dłonie.

-Ale ja cię nie puszczę – i po tych słowach łzy pojawiły się w jej oczach. Widząc to August tylko westchnął i musiał przekonywać ją od nowa. Dopiero po pewnym czasie królewska małżonka zrozumiała, że musi ustąpić.