
Wydłużając twój dzień
swój skracając do granic absurdu albo groteski
borykam się z tendencją w sztuce
Pedantyczny w swym dziele
odpycham archetypy, kanony, etosy i symbole
Nawet jeśli – piękno, to dla Tej jedynej
nawet jeśli mądrość – to dla każdego
a jeśliby – siła, to taka by nie obarczyła, a pozwalałaby góry przenosić
Lunatykująca powściągliwość
weksli prawa czy obywatelskiej wolności
poczyni zabiegi o surowce Miłości
trochę litu, ale ani trochę alkoholu
za to życiodajnej wody i chleba ci u nas dostatek
Powalczmy bynajmniej, wszakże o wolność,
ropę, naród i złoto, o szczęścia sprzeniewierzonego łut
gdy
Niebo płonie szkarłatem, purpurą, złocem
barwy spływają niczym farby malarza
ogień słońca pożegnalny uścisk z ziemią
to koniec dnia, który jednak
niesie obietnicę
rydwan Heliosa, boskie widowisko
Czas już się przeżył, czas czasu minął!
to, co będzie wczoraj było jutro,
bo wszystkie matki świata powinny czuwać nad lekturami swoich dzieci
Kurtyna opada
„a ci, którzy tańczyli, zostali uznani za szalonych
przez tych, którzy nie słyszeli muzyki”
Jesteśmy błądzący, lecz nie zagubieni
tysiąckroć upadały mury Jerycha
nieraz upadł Ikar i Faeton nieraz
My, rodzice dorosłych dzieci, bronimy tylko potęgi rozumu
dając Im dwie komory serca,
bo naszym prawem jest krew pełna ekstazy –
alegorycznie do kamiennych tablic
I pomyśleć wysoce, że tyle Zachodu
o Rosjankę?
