
Była druga środa lutego 1549 roku. Dwunastu mężczyzn ciągnęło za liny, aby wydobyć dźwięk z potężnego dzwonu Zygmunta. Ten od przeszło dwudziestu lat obwieszczał całemu miastu o wielkich wydarzeniach, jakie odbywały się na Wawelu. W sukurs przyszły mu inne dzwony krakowskich kościołów, które obwieszczały wjazd do stolicy króla oraz jego małżonki Barbary z Radziwiłłów.
Wszystko wyglądało wspaniale, jedynie pogoda nie dopisała, a śnieg, który napadał obficie w ciągu ostatnich dni zaczął topnieć w wyniku odwilży i lekko padającego deszczu.
Drugą żonę Zygmunta Augusta witano niczym królową. Jako pierwsi maszerowali pacholikowie dworscy, a za nimi bogato przybrani dworzanie królewscy oraz słudzy magnatów, którzy nielicznie przybyli na tę uroczystość. Wzdłuż podjazdu prowadzącego do bramy wjazdowej na Wawel po jednej stronie stali piechurzy, a po drugiej znajdowali się jeźdźcy. Nic też dziwnego, że droga, którą przemieszczał się orszak była zatłoczona Krakowianami, podobnie jak przed sześcioma laty, gdy wjeżdżała pierwsza żona Zygmunta Augusta, Elżbieta Habsburżanka.
Za maszerującymi dworzanami jechał na białym koniu król, ubrany w ciemnoniebieskie szaty. Natomiast za nim jechali dwaj sekretarze królewscy, Lasota i Trzebuchowski. Dalej znajdowała się piękna pozłacana kareta, otoczona szpalerem drabantów, w której znajdowała się Barbara, a za nią konno przemieszczali się dygnitarze państwowi.
-Dawno nie było takiego wjazdu – oznajmił zadowolony Jagiellon.
-To prawda – odparł królowi Lasota.
Teraz jednak włączył się Trzebuchowski.
-Tylko, że pogoda jest do niczego, a co gorsza, dzisiaj jest trzynasty.
-Przesądny jesteś Trzebuchowski.
-Tak samo jak ty, panie – odparł hardo sekretarz.
-Nie frasuj się, bo gwiazdy wskazują, że to dobry dzień, aby wjechać uroczyście na Wawel.
-Lepiej jednak było dzień poczekać – upierał się przy swoim Trzebuchowski.
-A na co tu jeszcze czekać? W takie przesądy nie wierzę.
-Trzynastka przynosi pecha.
-Już nie dogaduj Trzebuchowski, bo ty będziesz miał dzisiaj pecha – odparł nieco zdenerwowany August. Następnie odwrócił się na chwilę do tyłu i zapytał. – A ty Lasota, co o tym myślisz?
-Gdyby w to wierzyć, to tego dnia należałoby nigdzie nie wychodzić. Najlepiej byłoby cały dzień w łożu przeleżeć, ale też nie wiadomo czy łoże by się nie zawaliło tego dnia – zażartował. – Myślę, że należy zrobić to co jest potrzebne, a co ma być, to i tak będzie.
-Słyszysz Trzebuchowski?
-Słyszę, panie.
-Słuchaj Lasoty, bo on dobrze mówi – i uśmiechając się raz jeszcze odwrócił się do niego.
W tej właśnie chwili jeźdźcy znaleźli się przy bramie wawelskiej. August popatrzył na podniesione do góry kraty i ogarnęło go jakieś złe przeczucie. Do tego przypomniał sobie złowieszcze słowa Trzebuchowskiego o pechowej trzynastce. Niewiele myśląc zwrócił się do stojącego przy bramie strażnika.
-Krata jest dobrze podniesiona? – lecz zaskoczony pytaniem króla strażnik nie bardzo wiedział co odpowiedzieć.
-Kraaata?
-Krata, czy dobrze podniesiona? – zapytał ponownie król.
-Peewnie, żee doobrze. – Słysząc to August przekroczył bramę i czekał aż kareta Barbary będzie już na Wawelu. Po chwili pojazd królewskiej małżonki znalazł się opodal wejścia do katedry. Barbara, która była ubrana w bordową suknię wysiadła dostojnie z karety, a po chwili był przy niej August, który podał jej dłoń i prowadził ją do świątyni.
-Auguście, wierzyć mi się nie chce, że to prawda – rzekła uradowana.
-Ale to prawda – odrzekł jej wesoło i prowadził ją do środka katedry. Za nimi zaś podążali dostojnicy, dworzanie i tłumy mieszczan, które już nie pomieściły się w murach świątyni.
Przed ołtarzem na króla i jego małżonkę czekali już duchowni na czele z kanclerzem Maciejowskim, który był jednocześnie biskupem krakowskim. Jeden z kanoników podał do ucałowania krzyż, najpierw Augustowi a potem Barbarze. Następnie małżonkowie usiedli obok ołtarza na przygotowanych specjalnie dla nich, bogato zdobionych krzesłach. August nie zasiadł na tronie, albowiem nie chciał robić przykrości Barbarze, która jako niekoronowana małżonka nie mogłaby usiąść przy nim. Następnie rozpoczęła się msza celebrowana przez Maciejowskiego, który od czasu do czasu spoglądał na wybrankę króla, gdyż widział ją dopiero pierwszy raz. Na początku mszy Barbara niespodziewanie drgnęła.
-Co ci? – zapytał cicho zaniepokojony Jagiellon.
-Nic. Trochę mi zimno – odparła cichutko i uśmiechnęła się do niego.
-Już niedługo – i ścisnął jej dłoń, aby ją nieco rozgrzać. Tymczasem na ambonie katedralnej pojawił się kanonik Piotr Myszkowski, który chrząknął dwa razy i rozpoczął kazanie.
-Pan nasz Jezus Chrystus powiedział nam, abyśmy się wzajemnie miłowali. I święta to rzecz miłować się wzajemnie, bo z tego wesołość się bierze. Jednego razu pan nasz uczestniczył w tej wesołości weselnej w Kanie Galilejskiej i nawet wino rozmnożył w siedmiu dzbanach. – Tu kanonik przerwał i przez chwilę spojrzał na małżonkę króla, którą po raz pierwszy widział na oczy. – Rzecz to godna uwagi, że pan nasz Jezus Chrystus rozmnożył wino w siedmiu dzbanach, chociaż stało ich tam dwanaście. A przemienił wodę w wino tylko w siedmiu, aby goście weselni się nie popili. – Te ostatnie słowa Myszkowski zaakcentował mocno, po czym odetchnął i mówił dalej. – Pan nasz od wieków uświęca związki małżeńskie, a małżeństwo uświęcone to takie, które jest jawnie i prawnie zawarte przed Bogiem. – Tu znowu przerwał i tym razem popatrzył na króla. Po jego minie szybko jednak zrozumiał, że musi zwrócić swoje kazanie w inną stronę, aby nie narazić się władcy na dobre.
– Od wieków różnie się działo, bo sam Aleksander Wielki nie powstydził się brać za żonę niewolnicy. – Po tych słowach August na dobre stracił humor i cierpliwie czekał na koniec kazania. W końcu wszyscy powstali z miejsc, aby odśpiewać „Te Deum Laudamus”. Barbara wprawdzie nie znała biegle łaciny, ale znała słowa tej pieśni i śpiewała ją za Augustem, który teraz nieco poweselał.
Po skończonym nabożeństwie król poprowadził żonę na wawelski dziedziniec, zatłoczony przez dworzan i gości przybyłych na powitanie królewskiej małżonki.
-I co powiesz hetmanie o małżonce króla? – zagadnął Maciejowski do hetmana Tarnowskiego.
-A cóż mogę powiedzieć. Łaciny nie zna!
-Może to i dobrze, bo przynajmniej nie zrozumiała mowy, w której nazwano ją poddanką króla.
-Zatem będziemy mieć głupiutką królową – skwitował Tarnowski.
-A czy mieliśmy kiedyś mądrą? – zapytał Maciejowski i cicho się zaśmiał.
-Królowa Bona zna się na łacinie i niestety, zna się na polityce – wyliczył hetman.
-Tylko, że jest uparta i chciałaby sama rządzić, a tego nie potrafi.
-A czy Radziwiłłówna będzie potrafiła?
-Mówiłeś hetmanie, że stary król Zygmunt, świeć panie nad jego duszą, słucha się żony, a młody król chciał dla żony koronę porzucić.
-Bo młody i głupi. Powiedz mi księże kanclerzu, porzuciłbyś koronę dla niewiasty?
-Nie porzuciłbym korony, bo jestem biskupem, ale biskupstwa bym dla niej nie rzucił, chociaż przyznaję, że małżonka króla jest urodziwa i miła.
-Tylko jest wielce głupia – zaakcentował Tarnowski.
-Po wyglądzie nie ocenia się rozumu, a sam mawiasz hetmanie, że łatwiej wygrać bitwę będąc w mniejszości, niż znaleźć mądrą niewiastę.
-To prawda, ale nie mówmy już o tym, bo szkoda zachodu – rzekł Tarnowski. – Jak król chce mieć głupią gąskę, to niech taką ma – i obaj szli w milczeniu do komnat królewskich.
***
Po uroczystym obiedzie, który przeciągnął się do późnego wieczora, August przebierał się w nowe szaty w swojej komnacie. Jerzyczek i Juraszek nadskakiwali z jednej i z drugiej strony, aby tylko zadowolić swego pana. Król jednak był zdenerwowany i wcale tego nie ukrywał.
-Wściekły jestem na tego kanonika. Co to za jeden, Lasota?
-To ulubieniec twojej panie matki, niejaki Myszkowski – odparł uśmiechając się znacząco.
-Strasznie mi zaszedł za skórę.
-To pierwszy kandydat królowej Bony na wolne biskupstwo, gdy tylko będzie wakat.
-Gdy będzie wakat to na pewno nie dla niego. Poczeka sobie w kolejce aż zmądrzeje. Jak śmiał nazwać Barbarę wieczną poddanką i służebniczką.
-Całe szczęście, że wielka księżna nie zna dobrze łaciny.
-To prawda. – W tym momencie skończył się ubierać i rzekł do pokojowców. – Możecie już odejść, bo nie będziecie mi potrzebni.
-Panie, a przy rozbieraniu nie będziemy potrzebni? – rzekł rozweselony Jerzyczek.
-Posłuchaj Jerzyczek – odparł mu wesoło król – gdy się ożenisz, to też nie będziesz potrzebował pomocy. Wtedy będzie miał kto cię rozbierać – i zadowolony skierował się wprost do komnaty Barbary.
W tym samym czasie Barbara również się przebrała, zakładając zieloną suknię i z niecierpliwością czekała na Augusta.
-Nie mogę w to uwierzyć, że jestem na Wawelu. Od dzieciństwa słyszałam, jaki tu jest przepych i jakie tu bogactwo. I ja tu jestem – mówiła niezwykle ucieszona, rozglądając się po komnacie.
-A jak ci się podobało powitanie? – zapytał August i ucałował ją w szyję.
-Bardzo, bardzo, a jeszcze bardziej, gdy bito z dział. – Teraz zaś robiąc grymas na twarzy dodała. – Tylko, że pod koniec już mnie to nieco nudziło.
-Mnie też Barbaro. I te przemowy. Czy oni nie potrafią mówić krótko i tylko to, co trzeba. A nie tak gadać i gadać, aż w końcu zapominają o tym co wcześniej powiedzieli.
-I jeszcze po łacinie.
-Czasem lepiej nie znać łaciny – rzekł Jagiellon i przytulił ją mocno do siebie.
-Zwłaszcza wtedy, gdy mówią o mnie, że jestem sługą i poddanką. – Teraz August popatrzył na nią zdziwiony, gdyż był przekonany, że jego ukochana nie zna łaciny.
-To ty wiesz o czym było kazanie?
-Nie znam dobrze łaciny, ale co nieco pojmuję.
-Zatem znasz łacinę? – pytał zaskoczony.
-Mówić nie potrafię, ale znam dużo słów i przez to trochę rozumiem.
-Tu czemu mi o tym nie mówiłaś? – rzekł wyraźnie zadowolony.
-A po co? – odpowiedziała wesoło. – Tak to można czasem czegoś się dowiedzieć, co kto o mnie myśli.
-No, no – i aż pokiwał głową – to mnie zadziwiłaś.
-Próbowałam po kryjomu uczyć się łaciny, bo ty Auguście jesteś taki mądry, jako że znasz łacinę, italijski i niemiecki. A ja jestem niczym głupia gąska – skończyła niewinnie.
-Nawet tak nie myśl.
-Chcę być choć trochę mądrzejsza, tylko musisz mi Auguście trochę pomóc – i uśmiechnęła się do niego.
-Pomogę, tylko że kiepski ze mnie magister.
-Magister? Znaczy się nauczyciel?
-Słusznie.
-Skoro ty jesteś magister, to ja będę magisterka – dodała pospiesznie. Po tych słowach August wybuchnął śmiechem, lecz widząc minę Barbary szybko się opanował. – Obejdzie się bez twojej pomocy. W końcu jak tyle przeżyłam bez łaciny to i dalej bez niej przeżyję. – W tej samej chwili wyrwała się z ramion Augusta i spoglądała w przeciwna stronę.
-Barbaro, nie obrażaj się na mnie, bo nie masz za co się obrażać – mówił roześmiany.
-A śmiej się, śmiej. Ha, ha, ha. Zobaczymy, kto się będzie śmiał później – i podeszła do okna.
-Barbaro. Barbarko – mówił skruszony. – Wybacz mi, najdroższa.
-Masz mnie za głupią gąskę i zapewne stroisz sobie żarty ze mnie razem z tym Lasotą. Ja nie mogłam się uczyć, tak jak ty, chociaż bardzo chciałam – oznajmiła rozżalona.
-Barbaro. Ja tak nie myślę.
-To się posłuchaj.
-Nigdy tak nie uważałem, a jeśliby ktoś zażartował z ciebie przy mnie to wierz mi, że srogo by tego pożałował.
-Ty nawet nie wiesz, jak jest mi przykro, że ty tyle wiesz, a ja prawie nic.
-Ale za to jesteś najpiękniejsza w Polszcze i na Litwie, a ja nie – i spostrzegł lekki uśmiech na twarzy ukochanej. – Barbarko nie frasuj się tym. Chodź pokażę ci wszystkie komnaty na Wawelu, moje i pani matki, które teraz będą twoje.
-Nie chcę zabierać niczego twojej matce.
-Na Wawelu jest tyle miejsca, że wystarczyło by dla ciebie i dla pani matki – po czym zażartował. – Nawet dla świętej pamięci pani babki by wystarczyło, gdyby tylko żyła. A skoro pani matka nie chce z nami mieszkać, to trudno.
-Z tobą chce mieszkać, tylko nie ze mną – odparła pospiesznie Barbara.
-Jeśli pani matka nie chce z tobą zamieszkać, tedy ja nie chce mieszkać z nią. Zresztą ma jeszcze dwie moje siostry.
-One też zapewne nie chcą mieszkać ze mną pod jednym dachem. Nikt nie chce, tylko ty. – Po tych słowach uśmiechnęła się na chwilę i zażartowała. – Czy ty się dobrze zastanowiłeś, Auguście?
-Cały czas się zastanawiam, dlaczego cię wcześniej nie poznałem. A moje siostry mówią tak jak chce pani matka, bo bardzo się jej boją.
Wkrótce potem oboje znaleźli się w sąsiedniej komnacie, która spodobała się Barbarze. Wtedy też Augustowi ponownie zebrało się na żarty.
-To moja komnata, pani magisterko. – Nie dokończył jednak, gdyż od razu usłyszał urażony głos ukochanej.
-Dzisiaj Auguście będziesz miał dużo czasu na przemyślenia.
-Wybacz Barbaro – i ucałował ją w dłoń. – Następnie wziął ją na ręce i położył na swoim łożu. Barbara jednak wyrwała się niespodziewanie z jego ramion i wybiegła na korytarz. August pobiegł za nią i pochwyciwszy ją mocno zamierzał wnieść ją do swej sypialni.
-Strażnik – rzekła Barbara i w tej samej chwili Jagiellon dostrzegł stojącego na końcu korytarza strażnika, który spuścił głowę, nie wiedząc jak się zachować. Na jego widok August od razu się uspokoił i podawszy dłoń Barbarze poprowadził ją powoli do kolejnej komnaty.
-To jest sypialnia pani matki. – Barbara nic jednak nie powiedziała, tylko podziwiała pięknie wykonane łoże swej teściowej. Teraz z kolei to jej zebrało się na żarty.
-I teraz ja mam tu sypiać?
-Myślę, że pani matka niedługo tu powróci – odparł z powagą. – Twoja sypialnia Barbaro będzie obok.
-Pewnie królowa Bona długo tu sypiała?
-Równo trzydzieści lat.
-I teraz przeze mnie stąd wyjechała.
-Mówiłem ci przecież, że pani matka sama chciała stąd wyjechać, no i wyjechała. – Tu uśmiechnął się do niej i wesoło oznajmił. – Chodźmy. Pokaże ci twoją sypialnię.
W chwilę później oboje weszli do kolejnej komnaty. Była to przepięknie urządzona sypialnia w stylu włoskim, która od razu zrobiła duże wrażenie na Barbarze.
-Chyba nie będę wychodzić z łoża – rzekła niezwykle zadowolona. Po chwili zaś zapytała. – Kto będzie do kogo przychodził wieczorem?
-Wieczorem i we dnie – dodał zadowolony Jagiellon.
-Ja tutaj jestem gościem.
-Tylko dzisiaj, a od jutra będziesz już u siebie. I będziesz przychodzić do mej sypialni, bo taki jest przywilej króla.
-A jeśli pobłądzę? – zażartowała Barbara. – Lepiej będzie, jeśli to ty będziesz do mnie chodził. – August przez chwilę udawał, że się zastanawia, aż w końcu zrezygnowanym głosem odpowiedział.
-Niech stracę. Dopóki nie poznasz Wawelu, przez kilka dni będę chodził do ciebie.
-A czy ja cię zapraszałam? – zażartowała ponownie. – Chociaż muszę się zastanowić, bo przecież twoja świętej pamięci Elżbieta zapraszała cię do swego łoża, a ty jej odmawiałeś.
-Nie przywołuj tego, Barbaro – rzekł stanowczo Jagiellon.
-Dobrze, Auguście. A gdzie była jej sypialnia?
-Chodźmy – i jako rzekł, tak się stało. August uchylił drzwi i oczom Barbary ukazała się sypialnia zmarłej Elżbiety. Samo łoże było skromne w porównaniu z łożem królowej Bony i Barbary. Poza nim w rogu sypialni stał klęcznik i trzy krzyże, które przypominały małą kapliczkę.
-Pewnie nie lubisz tego miejsca? – zapytała niepewnym głosem.
-Nie lubię tej komnaty, tak jako i jej nie lubiłem, a nawet czułem do niej wstręt.
-Nie mów tak, Auguście. Przecież to nie była twoja wina.
-Moja i nie moja – rzekł z goryczą. – Gdybym był inny i gdyby ona była inna, inaczej by było. Zmarnowałem jej ostatnie lata życia, a życie jest tylko jedno.
-Auguście, chodźmy stąd – poprosiła i skierowała się do wyjścia. Nagle jednak zapytała. – A jeśli ona będzie mnie straszyć?
-Czyżbyś się bała? – zapytał już nieco weselszym głosem.
-Przecież te komnaty są blisko siebie.
-Sama zatem widzisz, że najlepiej będzie, gdy zaprosisz mnie do swego łoża. Ja się duchów nie boję
-Dobrze, ale masz być grzeczny – zażartowała ponownie.
-Grzecznie to ja leżę w swoim łożu, a ponieważ twoje jest nowe, zatem trzeba go sprawdzić – żartował Jagiellon. W końcu jednak rzekł z powagą. – Zobaczymy jak to będzie, a teraz chodźmy do sali, gdzie odbywają się narady senatu.
Sala senatorska wyróżniała się od innych przede wszystkim wielkością oraz przepięknie wykonanym sufitem. Pośrodku komnaty stał pięknie wykonany tron królewski, zaś przy ścianach znajdowały się zdobione krzesła.
-Dużo tu miejsca. Można by tu wystawiać wielkie uczty i bale – oznajmiła podekscytowana.
-Można by, tylko że tu zawsze król z senatorami odbywa narady. A na bale są inne, jeszcze większe komnaty. – Następnie wziął ją za rękę i poprowadził w stronę tronu. – Usiądź – zaproponował i Barbara spełniła jego wolę.
-Wspaniale jest być królem i wydawać polecenie – oznajmiła niezwykle zadowolona.
-Czego sobie życzysz, pani? – zażartował Jagiellon i oddał jej pokłon, trzymając jednocześnie w ręku świecznik, którym oświetlał pomieszczenie.
-Nigdy mnie Auguście nie prosiłeś o rękę.
-Bo król nie musi prosić.
-Ale skoro siedzę na królewskim tronie – rzekła rozbawiona – to chcę, abyś mnie poprosił o rękę. Proszę, Auguście. – Ten zaś przez chwilę udawał zdziwionego, po czym przemówił.
-Pani, zechcesz być moją żoną?
-Tak na stojąco – rzekła z grymasem na ustach. Wówczas August klęknął na jedno kolano i udając złość ponownie zapytał.
-Zechcesz pani, mnie króla, za męża?
-A po co mi mąż, który tylko klęczy – zażartowała. Wówczas August szybko powstał, lecz po chwili znów uklęknął słysząc jej błagalny głos. – Proszę, klęknij jeszcze na chwilę – i gdy to nastąpiło, zapytała. – A będziesz dobrym mężem?
-Lepszego ode mnie nie znajdziesz – rzekł z uśmiechem.
-Każdy tak mówi. Powiedz mi coś innego, Auguście – prosiła niezwykle rozbawiona, mrużąc do niego na zmianę oczy.
-Będę dla ciebie dobry, niczym Bolesław Chrobry.Będę ci uczciwy, jak Kazimierz Sprawiedliwy I będę cię miłował, jak… – ale zabrakło mu pomysłu.
-Jak kto? – zapytała Barbara. August myślał przez chwilę, aż w końcu odpowiedział.
-Jak Zygmunt August – i powstał z klęczek.
-Auguście, chodź do mnie – poprosiła go cichutko i gdy ten się zbliży, zapytała. – A będziesz mnie dalej miłował jak teraz?
-Inaczej nie potrafię.
-Moi bracia mi mówili, że gorąca miłość szybko stygnie.
-Prawdziwe miłowanie kończy się dopiero ze śmiercią. – Tu przycisnął ją mocno do siebie i trwali tak przez dłuższy czas. W końcu August ocknął się i wesoło oznajmił. – Muszę ci coś oznajmić. Odkładała się sprawa zamążpójścia twej siostry Anny, ale ostatnio Piotr Kiszka zgodził się na moją propozycję i już robi przygotowania do ślubu z twoją siostrą.
-A kto to ten Kiszka?
-Od niedawna to wielki przyjaciel twego brata Rudego i jest marszałkiem ziemi wołyńskiej.
-Zatem moja siostra wreszcie wyjdzie za mąż – rzekła z zadowoleniem.
-Chcesz jechać na jej wesele? – Barbara zastanawiała się przez chwilę, aż w końcu odparła.
-Chyba nie pojadę. Anna zapewne nie ucieszy się z mojego przybycia, bo zawsze chce być najważniejsza, a jeśli ja tam będę jako twoja żona, to ona będzie druga. Chcę, żeby w tym dniu to ona była najważniejsza.
-Dobrze, Barbaro. Wyślemy Tarłę albo Trzebuchowskiego, żeby nas reprezentował.
-Chodźmy już spać Auguście, bo już nie mam nawet jednej siły. – Następnie podała mu dłoń i ziewając dodała. – Dobrze, że już jesteś przy mnie i dobrze, że już wyzdrowiałeś.
-Ale chciałbym, żebyś mnie jeszcze kurowała – zażartował. Barbara zaś westchnęła i rzekła proszącym głosem.
-Panie Boże, żeby tak było na długie czasy – i szli wolnym krokiem do sypialni.
