Ludzie, którzy przeżyli wojnę nie lubili oglądać filmów wojennych. Potrafię to zrozumieć. Jak również to, że człowiek, który pochował już całą rodzinę, nie lubi filmowych dramatów. W ogóle sztuka przegrywa z życiem – „życie to nie teatr” itd., wiemy to od Stachury. Ale to nie jest wina sztuki tylko jej odbiorcy. Nie każdy się nadaje. Wiem coś o tym.
A jednak chętnie obejrzałbym na przykład sagę rodu Bocheńskich, Zbyszewskich czy Mackiewiczów albo biografię Straszewicza, Małyńskiego, Czarnyszewicza, Woyniłłowicza i Korwin-Milewskiego. Albo romans Tadeusza Nowakowskiego z Alicją Lisiecką. Albo biografię Bielatowicza. To na początek.
Nie doczekam, wiem. Nie piszę tego jako listy moich życzeń. Po prostu raz w roku kinoman przemawia we mnie ludzkim głosem.