Kolega z drużyny (ósma liga mistrzów) wpadł na pomysł, żeby zrobić składankę piosenek, której będziemy słuchali przed meczami. Każdego pytał, co chciałby tam umieścić. Po bardzo krótkim namyśle wskazałem „Welcome To The Jungle”.

Najpierw jest połamana efektem gitara. Potem wchodzi druga i sekcja. A potem prosty riff. Tak zaczyna się jeden z bardziej pamiętnych muzycznych debiutów – „Appetite for Destruction”.

Brzmienie perkusji każe sądzić, że „Guns” jest nie tylko od nazwiska jednego z założycieli zespołu. Do tego ostre gitary (dopiero w drugiej połowie piosenki jest trochę łagodniej, melodyjniej – ale tylko przez chwilę) i jedyny w swoim rodzaju wokal Axla Rose’a. To jest właśnie istota Gunsów, którzy odświeżyli rock lat osiemdziesiątych. Pasowali jak ulał, a ponadto wzięli co najlepsze z legend poprzedniej dekady.

I fajnie, że udało mi się usłyszeć ich na żywo, zanim Axl stracił głos.