
Właśnie przeczytałem, że w portfelu powinno się nosić liść laurowy. Abstrahując od religijnego uzasadnienia pomysł wydaje się niegłupi. Liść laurowy w portfelu, kilka ziaren ziela angielskiego w kieszeni plus pęczek koperku zza pazuchy mogą uratować rosół z baru mlecznego czy innej małej gastronomii. Tym bardziej, że komuna jakby wracała z całym dobrodziejstwem inwentarza i przyprawy w gastronomii zaczną znikać. A to się sprawdza tylko w przypadku kompotu z wiśni, który jest tym lepszy im mniej słodki. Z rozrzewnieniem wspominam lata 80., kiedy wiśnie wyławiało się z kompotu a nie, jak dzisiaj, z posłodzonej wody. Do tego doszło, że człowiek chcący zasmakować kompotu wiśniowego musi pić wino czerwone wytrawne, bo tylko ono ma smak zbliżony do tamtego.
