
„Żyje się tak, jak się śni – w pojedynkę.”
Joseph Conrad „Jądro ciemności”
* * *
Wtedy (głównie wśród osiedlowych małolatów) odmiana przez przypadki tego egzotycznego imienionazwiska wyglądała jakoś tak: mianownik – Brusli, dopełniacz – Brusliego, celownik – Brusliemu, biernik – Brusliego, narzędnik i miejscownik – Bruslim.
Zamiast wołacza było słychać odgłosy gęstego powietrza przeszywanego błyskawicznymi, niosącymi śmierć ciosami wibrującej pięści.
* * *
Nasza premiera „Wejścia smoka” na początku wakacji 1982 roku – mniej więcej dziewięć lat po nakręceniu filmu i śmierci jego głównego aktora – to było coś, czego się nie da z niczym porównać. Gigantyczne kolejki przed kinem, sala na każdym seansie napakowana jak stodoła (głównie chłopięcomłodzieńcza publiczność w przedziale wieku 12-25 lat), choć film co kilka miesięcy wracał do miasta na parę dni.
* * *
„Sam pan wie, jak to jest z młodymi w taki czas…”.
* * *
Połamane wszystkie małe drzewka zasadzane w parku i na osiedlu. Idiotyczne opowieści różnej maści znawców tematu: „Bruce, jak się skoncentrował, to potrafił usiąść na pudełku od zapałek” (to i ja potrafię, nawet do dziś, i to bez koncentracji…). No i powstające błyskawicznie nowe grupy trenujących przeróżne wschodnie sztuki walki. Sal gimnastycznych oczywiście było wtedy za mało, więc ćwiczyli na boiskach i trawnikach.
Mnie jakoś ten szał ominął, choć na filmie pewnie ze dwa razy byłem. Zaliczyłem też nawet projekcję „Klasztoru Shaolin”, ale to kompletna popłuczyna była.
Po jakichś dwóch latach wszystko ludziom przeszło.
* * *
Ale zastanawiam się ciągle, w co ten nieżyjący od dawna Bruce Lee nas wtedy trafił…
* * *
Kiedyś bardzo denerwował mnie brak punktualności. Bo to często brak szacunku był. Sam starałem się działać co do minuty. Nawet teraz, kiedy czasu właściwie nie ma, nakręcam zegarki i przynajmniej niektóre czynności zaczynam i kończę według nich.
* * *
Żenujący infantylizm, który dotyczył naprawdę mnóstwa ludzi. To wkurzało sto razy bardziej.
Dobra tam.
CDN…
zdj.: Tomasz Młynarczyk
