
Król jeszcze szybciej wracał do Piotrkowa niż stamtąd wyjeżdżał. Spotkanie z Barbarą w Sprowie zakończyło się ostatecznie sceną płaczu z jej strony. Żona Jagiellona płakała i żaliła się, że nie zasłużyła na to, co ją od niego spotyka. August tłumaczył się jak tylko mógł, ale zupełnego przebaczenia nie otrzymał. Wracając na sejm wiedział, że Barbarę wcześniej czy później przebłaga, ale z posłami i senatorami będzie dużo gorzej.
Tymczasem w Piotrkowie zebrali się przedstawiciele obu izb i niecierpliwie czekali na króla. Opozycja po ostatniej debacie była przekonana, że władca odstąpi od haniebnego małżeństwa i podjęła przygotowania, aby go do tego zmusić.
-Myślę panie Podlodowski, że król nie da za wygrane – oznajmił ochmistrz królowej Bony, który jednocześnie był senatorem.
-Musi dać, panie kasztelanie. Musi – odparł Ocieskiemu.
-Musi to na Rusi.
-Ale Polska przy Rusi, więc musi.
-Jak znam króla, to coś wymyśli albo odłoży sprawę do następnego dnia, a w tym jest dobry.
-Zaiste dobry z niego dojutrek, ale z tym się dzisiaj nie wyłga. Już ja tego dopilnuję.
-Co ci chodzi po głowie, panie pośle?
-Niedługo zobaczysz panie kasztelanie. Nie po to tu przyszliśmy do senatu, żeby słuchać odmowy króla, tylko, aby jeszcze bardziej naciskać go do ustępstwa.
-Naciskać to możesz panie pośle na swój brzuch, gdy nie będziesz się mógł wypróżnić, ale nie na króla – oznajmił zdecydowanie Ocieski.
-Nie wiem panie kasztelanie, dlaczego jeszcze jesteś marszałkiem dworu królowej Bony?
-Sam się temu dziwię – odparł z uśmiechem Ocieski. Tymczasem pojawił się król, zasiadł na tronie i rozejrzał się po sali wypełnionej senatorami i przybyłymi po odpowiedź posłami.
-Panowie senatorowie i wy panowie posłowie – zaczął mocnym głosem August. – Wczoraj nie mogłem się tutaj pojawić z racji mojej dolegliwości, która jeszcze nie ustąpiła, ale pozwala mi już chodzić. Nalegacie panowie, abym opuścił swą małżonkę i o pomyślał o innej, ale wtedy jako mąż stanę się wiarołomcą poślubionej żony. Zatem pytam was! Jakim wtedy będę królem? – Tu przerwał na chwilę myśląc, że posłowie będą protestować, ale na sali panowała głucha cisza. – Wystąpił tutaj ostatnio poseł mazowiecki, który oczernił moją małżonkę twierdząc, że z nią obcował. Ja temu człekowi nie dowierzam, a to że chciał przysięgać na krzyż, to nic dziwnego, bo dla niego krzyż nic nie znaczy.
W tym momencie przez salę przeszedł szmer, zaś August mówił dalej.
– Nie zamierzam o tym się rozwodzić, ale powtórzę, że nie dam wiary człowiekowi, który opuścił naszą świętą wiarę, a przy tym dopuścił się wielu występków, nawet względem mojej małżonki. – Słysząc te słowa obecny na sali Ligęza zaczerwienił się mocno i powoli zaczął wycofywać się do wyjścia. Spostrzegł to August i od razu oznajmił stanowczym głosem. – Mówiono na tej sali, że małżonka niższego stanu nie przyniesie ozdoby Koronie polskiej, ale przecież to nie żona męża, ale mąż żonę zdobi.
Podlodowski i inni opozycjoniści niedowierzali temu co słyszeli. Słowa króla najbardziej wzburzyły Jana Tęczyńskiego, który sam do siebie szeptał: „Być to nie może. Być to nie może”. August jednak nie zważając na poruszenie w sali kontynuował swą wypowiedź.
-Z tych to powodów do ostatniej koszuli będę trwał przy mojej małżonce poślubionej przed Bogiem. – W sali zapanowała cisza. Jedni patrzyli na drugich, to znów na króla, ale nikt nie odważył się nic powiedzieć. W końcu na środek sali wysunął się Podlodowski, który zdjął czapkę i głęboko pokłoniwszy się królowi zaczął mówić.
-Miłościwy panie, nie ukrywam, że twoja odpowiedź wielce zasmuciła tak mnie, jako i większość zebranych na tej sali. To twoje panie małżeństwo ośmielę się nazwać wrzodem, który tamuje dalsze obrady sejmu i wszystkie sprawy, z jakimi zjechaliśmy tu z całej Polski. – Tu Podlodowski się zatrzymał, głęboko odetchnął i po chwili kontynuował. – Możesz miłościwy panie lekceważyć nasze prośby, chociaż twoi przodkowie zawsze je spełniali. Możesz panie rządzić, jak zechcesz, ale nie odmawiaj zgodnej i pokornej prośbie twoich poddanych – i po tych słowach ukląkł na kolana. Następnie rozejrzał się po sali i dał znak innym, aby zrobili to samo. – Błagamy cię miłościwy panie – wołał głośno – abyś opuścił to żałosne małżeństwo i pomyślał o żonie równej sobie stanem! – Po tych słowach wszyscy posłowie i senatorowie zaczęli klękać, nawet marszałek Kmita. Jedynie kanclerz Maciejowski siedzący obok króla nie poszedł w ich ślady. – Miłościwy panie nie odmawiaj naszej prośbie, naszym błaganiom, bo inaczej już prosić się nie da.
August siedział przez chwilę jak nieprzytomny, bo reakcja obu izb zaskoczyła go zupełnie. Spoglądał na twarze klęczących najbliżej niego senatorów i dojrzał łzy w oczach Ocieskiego.
-Nie płacz panie kasztelanie, aż tak nie potrzeba! – odezwał się klęczący obok niego kasztelan Górka.
-Płaczę, bo na co mi przyszło na starość. I kto mnie teraz podniesie? – i po tych słowach jeszcze bardziej się rozpłakał.
Tymczasem Jagiellon patrzył na zwrócone w jego stronę oczy zgromadzonych parlamentarzystów i nie wiedział co ma zrobić. W końcu zwrócił się do stojącego obok Maciejowskiego.
-Co mam zrobić? – ale kanclerz koronny nie wiedział co odpowiedzieć władcy.
-Panie – usłyszał szept Lasoty, który stojąc z tyłu za tronem zbliżył się do władcy. – Odłóż wszystko do jutra. – August zawahał się przez chwilę, aż w końcu powstał, zdjął z głowy koronę i oznajmił.
-Widząc tak zgodną prośbę obu izb zmuszony jestem raz jeszcze przemyśleć całą rzecz, a odpowiedzi udzielę jutro.
-Panie, nad czym jeszcze chcesz się zastanawiać? – rzekł klęczący Boratyński.
-To poważna sprawa i wymaga zastanowienia – odparł król i ruszył środkiem sali do drzwi, a za nim podążył Lasota.
-Nie wierzę! Nie wierzę! – wrzasnął Górka. – On nas przecież lekceważy! Wiedział co powiedzieć, tylko nie chciał od razu odmawiać tak pokornej prośbie posłów i senatorów.
Dopiero teraz wszyscy parlamentarzyści wolniej lub szybciej wstawali z klęczek. Oburzenie było jednak ogromne.
-Ja prymas, arcybiskup gnieźnieński klęknąłem przed nim, chociaż to on powinien przede mną klękać. I to wszystko na nic – przemówił Dzierzgowski, po czym spojrzał na rozbawioną minę Ocieckiego. Ten zaś śmiał się coraz głośniej.
-Z czego ci tak wesoło, kasztelanie? – zapytał rozzłoszczony Tęczyński. – Dopiero co płakałeś?
-Tak sobie myślę – i znowu zaczął się śmiać – że jurto trzeba będzie krzyżem położyć się przed królem i leżeć do skutku, aby nie miał, jak dojść do drzwi.
-Wolne żarty panie kasztelanie – oburzył się Tęczyński.
-A co mi pozostało, jak nie śmiać się z naszej głupoty, bo król i tak nie ustąpi.
***
Do śmiechu nie było natomiast Augustowi, który był w wielkim zakłopotaniu. Stał w swej komnacie i wpatrywał się w okno, próbując znaleźć rozwiązanie.
-Lasota – i spojrzał na niego ze smutkiem – oni nie ustąpią, ale ja też nie ustąpię. Jest tylko jedno wyjście.
-Co masz na myśli, panie? – zaniepokoił się sekretarz.
-Jutro abdykuję.
-Boże miłosierny, co ty mówisz panie! Nie możesz tak myśleć, panie!
-Jeśli im odmówię, to słusznie będą mówić, że nic dla mnie nie znaczą ich pokorne prośby i będą mnie nazywać tyranem. Ja Barbary nie opuszczę i tylko to mi pozostaje.
-Zapewne jest inne wyjście.
-Jakie Lasota? Powiedz jakie?
-Coś się wymyśli, panie.
-Nic się już nie wymyśli. Daj mi teraz odpocząć.
-Ale panie…
-Powiedziałem, daj mi odpocząć – i Lasota już nie protestował. August tymczasem usiadł na krześle i spuścił głowę.
-Nie chcą jej, to tak jakby mnie nie chcieli – mówił sam do siebie. – Obiecałem ci Barbaro, że zostaniesz królową. Wybacz mi najdroższa – wyszeptał, a łzy pojawiły się w jego oczach. Trwał tak dłuższy czas w zadumie, po czym krzyknął na pokojowca. – Jerzyczek! – i ten po chwili stanął przed nim. – Wina. Dużo wina i rozkaż Juraszkowi, aby mi łoże szykował, bo dzisiaj wcześnie pójdę spać.
***
Po niespełna godzinie przed zamyślonym i nieco już podpitym królem stanął Lasota, który starał się ratować sytuację.
-Panie, wybacz, że przerywam, ale pan kanclerz i pan hetman czekają na posłuchanie.
-Sprowadziłeś ich Lasota?
-Nie panie, sami przyszli.
-Znam cię dobrze, diable wcielony, ale to dobrze, że ich sprowadziłeś. Niech wejdą.
Po chwili Lasota wprowadził Maciejowskiego i Tarnowskiego, którzy byli zaniepokojeni wydarzeniami, jakie rozegrały się na sejmie.
-Dobrze, że was widziec panowie, bo jutro złożę koronę.
-Miłościwy panie – rzekł przestraszony Maciejowski – nie możesz tego zrobić!
-Muszę księże kanclerzu, muszę.
-Panie, nie narażaj państwa na przesilenie. Nie możesz tego zrobić!
-A kto mi zabroni? – rzekł stanowczo August.
-Nikt, panie – i teraz Maciejowski położył się krzyżem przed królem, a zaraz za nim to samo zrobił Tarnowski.
-Błagamy cię panie, zaniechaj myśli o abdykacji.
-Powstańcie panowie. Powstańcie – rzekł zakłopotany August!
-Tylko zaniechaj panie abdykacji – naciskał Maciejowski.
-Zaniecham, tylko powstańcie – i obaj dygnitarze po chwili powstali. – Nie wiem co robić, bo dziś obie izby na klęczkach błagały mnie, żebym opuścił żonę. Nigdy tak króla nie proszono i nigdy na sejmie nie klękano przed królem. A jeśli jutro posłowie i senatorowie upadną przede mną tak, jak wy panowie przed chwilą, to jak im odmówić?
-Nie będą panie padać przed tobą, bo już dziś wielu żałowało, że daremnie klęczeli przed waszą królewska mością – rzekł pewny siebie Tarnowski.
-Sami widzicie, że są zawzięci i ani myślą ustępować. Prędzej się do domu rozjadą i sejm zerwą albo jeszcze wojna domowa wybuchnie.
-Uchowaj Boże – wtrącił Maciejowski. – Miłościwy panie nikt nie będzie wszczynał wojny z powodu niewiasty.
-A starożytni Trojanie bili się o Helenę – przypomniał Jagiellon.
-Ale to było w Grecji – zauważył Tarnowski.
-Naciskają na mnie, a powiedzcie mi na kogo mogę liczyć? Tylko na was panowie i na nikogo więcej.
-Na opatrzność Boską, panie, która ci sprzyja – włączył się Maciejowski.
-Może i sprzyja, ale jak długo jeszcze? Dzień, dwa, a potem sami zobaczycie. Ksiądz biskup kujawski Zebrzydowski pisał mi, że będzie po mojej stronie, ale zwąchał się z panią matką, pewnie wziął od niej trochę pieniędzy i jest jednym z pierwszych, którzy oponują.
-Na ostatnich wotach nic nie mówił – zauważył Maciejowski.
-Nie mówił, bo mu chrypa dokuczała i pewnie dlatego siedział cicho. Co radzicie panowie? – zapytał na koniec Jagiellon.
-Nie będzie to łatwe, ale nie jest to sprawa, z której nie byłoby wyjścia. – August spojrzał na niego z uśmiechem i oznajmił.
-Gdybym był cesarzem to mianowałbym cię księże kanclerzu papieżem
-Gdzież mi tak wysoko – odparł z zażenowaniem Maciejowski.
-Ale obiecuję, że wystaram się dla ciebie kanclerzu o kapelusz kardynalski, tylko mów co zrobić?
-Obie izby prosiły cię panie pokornie, więc odmów im panie okazując pokorę.
-To jest myśl. Wtedy może już tego zaprzestaną. Przecież już trzy tygodnie zeszło im nad tym. Ten sejm nie jest niczym innym jak tylko sądem nad moim małżeństwem.
-Trafnie to ująłeś panie – oznajmił Tarnowski.
-Dziękuje wam panowie za przyjście tutaj i za wsparcie. Jutro im odpowiem pokornie i myślę, że cała sprawa już ucichnie.
-Tylko porzuć panie myśl o abdykacji.
-Nie frasuj się, księże kanclerzu, bo mając takiego doradcę jak ty nie muszę z niczego ustępować.
-Pamiętaj panie, że zawsze możesz na nas liczyć.
-Dziękuję ci, hetmanie. Nie wiecie panowie jak bardzo jestem wam wdzięczny. – Po tych słowach obaj dostojnicy uśmiechnęli się do władcy i dumnie opuścili królewską komnatę. Stojący na uboczu Lasota też się uśmiechał i czekał na słowa króla.
-Tylko ci skrzydeł brakuje. Wypłać sobie kilka czerwonych, bo ci się należą.
-Dziękuję ci panie, ale nie zrobiłem tego dla pieniędzy.
-Wiem Lasota. Wiem – i poklepał go po ramieniu. – Jutro będzie trudny dzień, ale może będzie lepszy od dzisiejszego.
-Też tak myślę, bo przyszły listy od sekretarza waszej królewskiej mości z Krakowa.
-Co w nich pisze?
-Przysłał ci panie taki rzeczy, że wystarczą, aby pan Podlodowski zamknął się na dobre.
-Czemu mi o tym nie powiedziałeś wcześniej?
-Nie było kiedy, panie.
-Szybko mi je przynieś. – Lasota pospiesznie więc poszedł po dokumenty przysłane z Krakowa, zaś August niecierpliwie czekał, czując, że jego karta powoli się odwraca.
