
na zdj.: Zofia ze Sprowy Odrowążówna
Od dwunastego wieku Sprowa była siedzibą przybyłego z Moraw rodu Odrowążów, który doszedł do dużego znaczenia, a jego przedstawiciele sprawowali najważniejsze urzędy w Koronie. Złote lata dla Odrowążów jednak odchodziły, a ostatni z rodu Stanisław ożenił się ze starszą od siebie księżną mazowiecką Anną. Związek nie był szczęśliwy i Stanisław częściej chodził do piwnicy po wino, niż do łoża niekochanej żony. Jego jedyną pociechą była córka Zofia, o którą już od dziecka zabiegało wielu panów. To właśnie w rodowej rezydencji Odrowąża, Sprowie, miał się spotkać August z Barbarą.
Młody król pędził pospiesznie na miejsce spotkania, często zmieniając konie i prawie się nie zatrzymując. Tuż przed południem królewski orszak znalazł się w podmokłych sprowskich lasach.
-Panie, lepiej tędy nie jechać, bo straszliwe tu bagna i jeszcze się potopimy – zaniepokoił się królewski sekretarz.
-Za bardzo się boisz. Diabli mnie nie wezmą – zażartował August, a po chwili dodał. – Skoro dotąd licho mnie nie wzięło, to już nie weźmie.
– Następnie orszak królewski wjechał w las. – Lasota, byłeś już tutaj?
-Byłem tu kilka lat temu. Z tej góry będzie wszystko widać. – Następnie odetchnął głęboko i mówił dalej. – Warto tak gonić, skoro twoja panie małżonka będzie tu dopiero jutro.
-Ja miałem być tu jutro. Myślę, że Barbra już dojechała. – Po krótkiej chwili Jagiellon wyraźnie się zdenerwował. – Co za chaszcze. Nie sposób tu przejechać! – Jednak mimo tych trudności orszak posuwał się szybko naprzód.
-Panie, pohamujmy trochę – rzekł jeden z jeźdźców towarzyszących królowi – bo konie ledwie dychają.
-Już dojeżdżamy – zawołał Lasota i uśmiechnął się do Augusta.
Po krótkiej chwili królewski orszak znalazł się na wzgórzu, a jeźdźcom ukazał się przepiękny widok. Cała dolina otoczona była lasami, a w jej środku znajdował się drewniany zameczek podmurowany kamieniem i otoczony starym parkiem. Od frontu prowadziła do niego aleja dorodnych buków, a z drugiej strony aleja malowniczo zwisających ponad pobliskim stawem wierzb. Jeźdźcy wjeżdżali wierzbową aleją przed zamek, gdzie stała już kareta Barbary i towarzyszący jej tabor. Po przybyciu na miejsce król zeskoczył z konia, a następnie dostrzegł Rudego, który był pięknie wystrojony i wyraźnie uradowany widokiem przedwcześnie przybyłego władcy.
-Wielkie to szczęście oglądać cię panie!
-Jako i ciebie panie podczaszy – odparł August i od razu zapytał. – Gdzie jest księżna Barbara?
-W środku. Kąpieli zażywa, bo dopiero co dojechaliśmy. – August jednak nie czekał na niego, tylko pospiesznie kierował się do środka zamku. Zaskoczony jego postawą Rudy zwrócił się więc do Lasoty. – Co się stało? Król jest jakby zły – rzekł ostrożnie.
-Żeby tylko był zły – odparł Lasota. – Wściekł się jak nigdy.
Tymczasem August wbiegł po drewnianych schodach na górę i wszedł do sali, gdzie służące grzały wodę. Zanim jednak otworzył kolejne drzwi, jedna z kobiet, nie wiedząc kto przed nią stoi, zdecydowanie zaprotestowała.
-Panie. Tam nie można! Tam się myje żona króla.
-A ja jestem królem i sam ją wymyję! – Następnie ominął zagradzającą mu drogę kobietę i otworzył drzwi. Wtedy też jego oczom ukazała się Barbara, która siedziała w otoczeniu dwóch służących. Ujrzawszy Augusta zerwała się z miejsca, a jej cieniutka koszula otuliła jej zgrabną postać.
-Mój Boże! – zawołała radośnie. – Jak dobrze, że już jesteś Auguście!
-Ano jestem – odparł urażonym głosem. W tym samym momencie służące nie pytając o pozwolenie wyszły szybko z pomieszczenia.
-Auguście co ci? – zapytała zaskoczona jego zachowaniem Barbara i podbiegła go ucałować, ale ten odchylił twarz w drugą stronę.
-Ciesz się, że już mi trochę przeszło, bo myślałem, że mnie krew zaleje – wycedził tłumiąc złość.
-Ale dlaczego?
-Pytałem cię, po stokroć pytałem, a ty ze mnie zrobiłaś półgłówka! – wybuchnął.
-Ja! Kiedy? – odrzekła nie rozumiejąc o co mu chodzi.
-Tylko mnie nie rozwścieczaj, bo już i tak jestem już wściekły.
-Nie wiem o co chodzi Auguście.
-A niejaki Andrzej Ligęza? Nic mi o nim nie mówiłaś!
-A co miałam mówić? – odparła cicho Barbara.
-A to, że z nim spółkowałaś, a ja o tym nie wiedziałem i musiałem się tego dowiedzieć na sejmie, gdzie bronię naszego małżeństwa i świecę za ciebie oczami.
-Nie dowiedziałeś się wszystkiego, bo nie tak to było – odparła zdecydowanie.
-A jak było? Jak? W Piotrkowie usłyszałem wszystko, tak że mi do końca życia wystarczy. I pomyśleć, że cię broniłem przeciwko wszystkim, ale teraz już wiem wszystko.
-Nie wiesz wszystkiego – odrzekła cicho Barbara i spuściła głowę w dół.
-Od dziś sama będziesz broniła małżeństwa, bo ja już go bronił nie będę. – Po tych słowach tak energicznie się obrócił, że przewrócił wiadro z wodą. Następnie trzasnął drzwiami i wyszedł z pomieszczenia. Wówczas do środka weszła jedna z pokojówek, a widząc płaczącą Barbarę, niepewnie zapytała.
-Pani, król nie pozwala ci się myć? – Barbara nic jednak nie odrzekła, tylko rozpłakała się jeszcze bardziej.
Tymczasem August bardzo szybko znalazł się na dole zamku i nie widząc nikogo wokoło, głośno zawołał.
-Gdzie wojewoda Odrowąż?
-Lada chwila zjedzie ze Szczekocin, bo spodziewaliśmy się ciebie panie dopiero jutro – objaśniał wyraźnie wystraszony służący.
-Zatem wyjedziemy mu naprzeciw. Daleko to?
-Nie, panie. Skrótem przez las będzie ze trzy mile.
-Dawajcie konie i jedziemy.
-Miłościwy panie – odezwał się Rudy – nie chcesz nic zjeść?
-Już się przedwczoraj najadłem, to mi wystarczy. Jedziemy!
***
Królewski orszak ruszył więc drogą prowadzącą przez las do pobliskich Szczekocin. August jechał niczym chmura gradowa, co zauważył sługa Odrowąża i zwrócił się do Lasoty.
-Panie, czemu król jest taki zły, jakby piorun w niego trafił?
-Lepiej nie pytaj waszmość, bo w nas trafi.
Jechali więc dalej. Augustowi stała przed oczami scena z sprzed dwóch dni. „Mogę przysiąc na krzyż, że z nią obcowałem” i widział szydercze twarze senatorów i posłów. „Że z nią obcowałem. Że z nią obcowałem”. – Słowa te nie dawały mu spokoju. Nagle zwisająca nisko gałąź uderzyła Augusta w głowę, tak że od razu oprzytomniał. Po chwili jednak znowu trapiły go złe wspomnienia. Najpierw przypomniał sobie kłótnię z Barbarą, gdy do Wilna przybyła Elżbieta. Następnie przypomniał sobie fochy Barbary po jej przyjeździe do Radomia. Złe myśli kołatały mu się cały czas w głowie. W końcu orszak znalazł się na drewnianym mostku.
-Za tą rzeką, która zwie się Pilica, jest drewniany dwór – odezwał się sługa Odrowąża i jeźdźcy ruszyli dalej. August nie tylko był zły, ale też głodny. Wkrótce jego oczom ukazał się ufortyfikowany dwór Odrowąża. Jeźdźcy szybko zsiedli z koni, zaś August pierwszy znalazł się w środku budynku.
-Wszelki duch Pana Boga chwali! – zawołał Odrowąż i nisko się pokłonił.
-Przybyłem wcześniej niż zapowiadałem, ale tak wyszło.
-Wasza królewska mość pewnie jest głodny – rzekł wojewoda i klasnął w dłonie, a wtedy od razu pojawił się jego służący. – Dawaj jeść, dużo i szybko. – Następnie zwrócił się do Jagiellona. – Wasza królewska mość tutaj, a moja małżonka z córką wyjechały na Mazowsze – tłumaczył się Odrowąż.
-Nic to – odparł August – Dawno cię nie widziałem panie wojewodo. Myślałem, że pojawisz się na sejmie.
-Nie pojechałem do Piotrkowa, bo źle się mam, a sejmy zawsze mnie nużyły. Zauważyłem, że zbyt wielu głupich szlachciców zjeżdża na sejmy, więc po co tam jeszcze jeden głupek potrzebny? – i zaczął się śmiać. Po chwili służba wniosła jedzenie i August zasiadł za stołem. – Każdy głodny, gdy ma jedzenie, jest szczęśliwym człowiekiem, a ty miłościwy panie masz urodziwą małżonkę, więc musisz być bardzo szczęśliwy.
-Może i byłem, ale już nie jestem.
-Czyżby stało się coś niedobrego? – zapytał żywo Odrowąż zapominając, że nie wypada mu tak otwarcie pytać króla o jego sprawy.
-Wolałbym tego nie przywoływać, bo tylko smutne myśli wracają.
-Przecież nikt ostatnio panie ci nie umarł, żeby wspomnienia miały być smutne.
-Wolałbym już śmierć – wyznał nagle August.
-Nie mów tak panie i wypluj te słowa – zawołał wyraźnie poruszony wojewoda. August pomyślał chwilę i splunął za siebie. – Wiem panie, że ci ciężko, ale myślę, że co gorsze już za tobą panie.
-Ja tak nie myślę – odparł stanowczo Jagiellon.
-Przyznam ci się panie, że mówiłem kiedyś, że nie będzie z waszej królewskiej mości dobrego władcy, ale ostatnio zmieniłem zdanie i powiem szczerze jak na spowiedzi. Tylko podziwiać takowego władcę, jakim ty jesteś panie – i skłonił głowę przed Augustem.
-Co masz na myśli, wojewodo?
-Niewielu ludzi jest na świecie, którzy by się odważyli dla miłości stanąć przeciwko wszystkim.
-Czy ja wiem?
-A ja to wiem, bo ja nie miałem na tyle odwagi i od lat tego żałuję – rzekł załamującym się głosem Odrowąż. – I powiem ci panie jeszcze jedno. Jakkolwiek panowie szlachta głośno występują przeciwko waszej królewskiej mości, to ich małżonki wzdychają, gdy mówi się o tobie panie.
-Zaiste tak jest? – ucieszył się August.
-Tak, panie. Każda szlachcianka chciałaby takiego męża jak ty panie. Sam znam jedną pannę z senatorskiego rodu, która miłuje cię panie, chociaż nie widziała cię na oczy. – August słuchał w milczeniu, aż w końcu oznajmił.
-Muszę ci powiedzieć wojewodo, że wczoraj najadłem się wstydu za swoją małżonkę.
-Bywa i tak, ale zważ panie na to, że i nasze małżonki zjadają wstyd za nas?
-Ale nie za mnie – zaprzeczył żywo August i od razu dodał. – A co byś zrobił wojewodo, gdybyś dowiedział się od obcych, że twoja żona nie powiedziała ci prawdy?
-To zależy od tego panie czy bardziej się wierzy ludziom czy swej żonie.
-A gdybyś dowiedział się wojewodo na sejmie, że jest taki, który gotów przysięgnąć, że spółkował z twoją żoną?
-Aż tak! – odparł wojewoda i po chwili dodał. – Splunął bym mu w twarz, bo mężczyzna, który ma choć trochę honoru nigdy nie przyzna się publicznie, że spółkował z czyjąś żoną.
-A jeśli spółkował?
-Miłościwy panie, czasem ktoś nawet kaczki nie ubił, a chwali się, że zabił niedźwiedzia.
-Ale on przysiągł, że tak było – nie ustępował Jagiellon.
-Mogę jeszcze o coś zapytać, panie?
-Pytaj, wojewodo.
-Ważne jest panie czy stało się to, gdy już znałeś swoją małżonkę, czy było to przed jej poznaniem?
-Rzecz jasna przed naszym poznaniem.
-Nie chcę nikogo bronić, ale skąd twoja panie małżonka mogła wiedzieć, że kiedyś cię spotka?
-Nie w tym rzecz, tylko, że mi nie powiedziała prawdy.
-Miłościwy panie, prawda od kobiety jest tak daleko, jak ten dwór od mojej siedziby w Sprowie – i zaczął się śmiać. – Wybacz mi panie – pohamował się Odrowąż i po chwili dodał. – Może wielka księżna nie powiedziała prawdy, bo bała się, że może cię panie stracić.
-Przecież bym jej wybaczył.
-Jakoś tego nie widać po tobie panie.
-A ty wojewodo tak łatwo byś wybaczył? – Odrowąż popatrzył teraz w okno i z trudem powstrzymał łzy, które napłynęły mu do oczu.
-Wybaczyłbym panie. Wybaczyłbym nie raz, ale sto razy bym wybaczał, byle tylko było komu wybaczać – i skrył twarz w dłoniach. August zamilkł, a po chwili poklepał wojewodę po ramieniu i rzekł.
-Masz rację, wojewodo – i powoli wyszedł z komnaty. Następnie opuścił dwór i stanął nad płynącą opodal Pilicą. Po chwili obok władcy pojawił się jego zaufany sekretarz. – Lasota, pojadłeś już? – zapytał uśmiechając się do niego.
-Tak panie. Już mi tak w brzuchu burczało jak mało kiedy.
-Poczekamy na wojewodę i wracamy do Sprowy.
-Już ci lepiej panie? – zapytał ostrożnie Lasota.
-Tak. Czas wrócić i wybaczyć wszystko Barbarze.
-Nie wiem co mówiłeś panie w Sprowie – zaczął niepewnie Lasota – ale żebyś to ty panie nie prosił o wybaczenie.
-Ja mam prosić o wybaczenie? Chyba się z głupim widziałeś Lasota!
-Już nic nie mówię – odparł dworzanin i odszedł na stronę, aby sobie nieco ulżyć.
***
Po niedługim czasie orszak królewski, do którego dołączył wojewoda Odrowąż, wyruszył w drogę powrotną do Sprowy. August myślał, w jaki sposób ułagodzić Barbarę, ale nic sensownego nie przychodziło mu do głowy. Jeźdźcy jechali wolno, a Odrowąż opowiadał różne historyjki, aby umilić drogę królowi. Ten zaś przytakiwał, chociaż wcale nie słuchał wojewody. Myśli Augusta zajmowały teraz same miłe wspomnienia, gdy spotykał się z Barbarą. Najpierw rozmyślał o tym jak ją poznał, a później, gdy pierwszy raz ucałował ją w Gieranonach. Następnie przypomniał sobie chwile, gdy spotkali się po długiej przerwie na tajnej schadzce, a potem przysięgali sobie miłość przed ołtarzem. Tak Jagiellonowi minęła podróż i nawet nie zauważył, gdy znaleźli się przed sprowskim zameczkiem.
-Skromna to siedziba – rzekł nieco zawstydzony Odrowąż. – Myślałem przebudować ją tak, aby przypominała nieco twój panie Wawel, ale doszedłem do konkluzji, że nie mam dla kogo budować.
-Dla siebie? – trącił August.
-Dla siebie kazałem wybudować piękny grobowiec, o tam – i uśmiechając się wskazał ręką. – Pośród tych mokradeł mam swoją piwniczkę i chcę tam leżeć do sądnego dnia. Każę panie przygotować wszystko na wieczorną ucztę, bo oczekiwaliśmy na waszą królewską mość dopiero jutro.
-Jutro już wracam.
-Zatem trzeba się spieszyć – oznajmił wojewoda i odszedł. Tymczasem obok króla stanął Rudy, ale bał się odezwać.
-Panie podczaszy, czy w Korczynie sprawy dobrze stoją?
-Wszystko w dobrym porządku. A ja pozwolę zapytać się panie, jak nasze sprawy na sejmie stoją?
-Pomówimy o tym wieczorem. A teraz powiem tylko, że nie będzie łatwo.
-Mniemam, że powrócisz panie z Piotrkowa w blasku chwały.
-Oby tak było. Wybacz mi panie podczaszy, ale muszę porozmawiać z małżonką. – W tym samym momencie dojrzał sekretarza Barbary, Koszutskiego. – Czy królowa u siebie?
-Tak, panie – i głęboko westchnął. – Wielka księżna wielce smutna. Boję się, aby się nie rozchorowała.
-Sam zobaczę – i skierował się wolno na górę. Następnie zapukał do drzwi i wszedł do komnaty. Tam ujrzał Barbarę ubraną w czarne szaty. Zawahał się, gdyż nie wiedział od czego zacząć, aż wreszcie przemówił. – Byłem zły, ale już mi przeszło.
-A ja byłam wesoła, ale już nie jestem. – W tym momencie August zbliżył się do niej, aby ją ucałować, ale Barbara w ostatniej chwili odwróciła twarz.
-Co ci Barbaro? Nie chcesz, żebym cię ucałował?
-Nie, bo jeszcze cię przez to krew zaleje. – Teraz August z uśmiechem na ustach dodał.
-Ale jesteś pamiętliwa.
-Pamiętliwa? Pamiętliwa to ja dopiero mogę być! – odparła naburmuszona. August postanowił więc użyć podstępu.
-Skoro nie chcesz mnie oglądać, to wracam do Piotrkowa.
-Jedź panie z Bogiem – rzekła stanowczo.
-Doprawdy chcesz, żebym odjechał? Tak prędko się nie zobaczymy!
-Myślę, że lepiej by było, gdybyśmy się tu nie widzieli. Ale to pewnie dlatego, że tak bardzo chciałam cię ujrzeć, panie – dodała z wyrzutem.
-A cóż takiego cię spotkało? – zakpił August.
-Szczęście niepojęte – zakpiła Barbara.
-To wszystko dlatego, że nie powiedziałaś mi prawdy i cała rzecz wzięła w łeb.
-Nie mówiłam, bo znowu zaczął byś mnie panie podejrzewać i myśleć o mnie złe rzeczy.
-To dlatego, że mi nie mówisz prawdy!
-Mówię, ale nie wiedziałam, że to takie ważne.
-Gdybym to wiedział, to w Piotrkowie sprawa inaczej by poszła. Powinnaś mi powiedzieć o tym Ligęzie i o tym, że obcowałaś z nim zanim mnie poznałaś.
-Nie obcowałam z żadnym Ligęzą! – rzekła stanowczo Barbara.
-Ale on obcował z tobą – zakpił August.
-Chciał i to bardzo, ale ja nie chciałam. Jedno co mu się ze mną udało, to tylko to, że mnie, obłapiał.
-Obłapiał, bo chciałaś!
-Nie chciałam, ale musiałam, bo on przybył z polecenia twej matki z królewskim potwierdzeniem, że Gieranony zostaną przy mnie. – Tu Barbara na chwilę zamilkła, po czym mówiła dalej. – Pozwoliłam się obłapiać, żeby go udobruchać, bo wedle litewskiego prawa wszystkie dobra po śmierci Gasztołda miały być mi odebrane. A on był powiernikiem królowej i musiałam być dla niego miła. Ale szybko zobaczyłam, że to mu nie wystarczy. Drugiego dnia znowu mnie obłapił i próbował te swoje spocone łapy włożyć mi pod suknię, ale się wyrwałam, bo był pijany. Trzeciego dnia znowu do mnie przylazł i zaczął mnie obłapiać. Wtedy mu powiedziałam, żeby wziął Gieranony i poszedł w diabły, bo dłużej nie będę go znosić. Zagroziłam mu też, że jeśli nie zostawi mnie w spokoju, to napiszę do królowej ze skargą. Wtedy zaczął przeklinać i wyzywać mnie od rozpustnej Litewki, ale nazajutrz odjechał. A potem się dowiedziałam, że rozpowiadał o mnie najgorsze rzeczy. Taka jest prawda, ale jeśli wierzysz panie temu Ligęzie, a nie mnie, to jedź do Piotrkowa. – August popatrzył na nią poważnie i zapytał.
-Czyli nie byłaś jego nałożnicą?
-Odkąd owdowiałam, byłam tylko królewską nałożnicą?
-Nie mów tak Barbaro!
-Wszyscy tak o mnie mówią.
-Dałem się oszukać, a ten szubrawiec chciał na krzyż przysięgać, że obcował z tobą.
-A cóż dla niego znaczy przysięga, jak on w Boga nie wierzy. Najpierw wierzył w Lutra, a później to już nie wiadomo. Sama słyszałam w Gieranonach co wygadywał o Chrystusie!
-Tego nie wiedziałem.
-To teraz już wiesz, panie.
-Nie mów do mnie panie, tylko August.
-Ty już nie jesteś tym Augustem, jakim byłeś na Litwie. Odkąd objąłeś rządy w Polszcze jesteś inny.
-Barbaro – zapytał skruszony – doprawdy tak się zmieniłem?
-Czasami cię nie poznaję, a dziś płakałam pół dnia, bo nie mogłam uwierzyć w to, że miłuję człowieka, który zadał mi tyle bólu.
-Barbaro, wybacz mi! – i po tych słowach objął ją na chwilę, lecz ona wysunęła się z jego objęć
-Tak łatwo ci nie wybaczę.
-Ale mi wybaczysz? – rzekł nieco weselszym tonem.
-Namyślę się.
-Barbaro – i objął ją wpół, po czym zaczął się z nią obracać w koło, aż w końcu postawił ją na podłodze. Wtedy Barbara spojrzała mu prosto w oczy i zapowiedziała.
-Wybaczyć ci wybaczę, ale będę pamiętać, jaki potrafisz być zły. Teraz chcę odpocząć Auguście.
-Ale mogę przyjść za godzinę?
-Zastanowię się za godzinę i wtedy ci powiem – i po tych słowach wyszła z komnaty. August zaś rozejrzał się po komnacie, po czym położył się na łożu i szybko zasnął, wyczerpany ostatnimi wydarzeniami.
