Zbliżał się dzień rozstania króla z żoną. Na czas jego nieobecności wszystkie poczynania dworu zostały szczegółowo omówione, a obowiązki rozdzielone. Lada dzień miał rozpocząć się sejm koronny, który zwyczajowo zwołano do Piotrkowa. Rozsierdzeni magnaci i krzykliwi posłowie szlacheccy nie mogli się już doczekać dnia, kiedy wreszcie będą mogli sobie ulżyć i znowu naskoczyć na króla.

Taka właśnie była specyfika wielu parlamentarzystów, chociaż nie brakowało ludzi światłych i rozsądnych, ale ginęli oni w tłumie zacietrzewionych sługusów Bony i jej otoczenia. Nikt nawet nie przypuszczał ze strony króla, że zbliża się dla niego sądny dzień.
Zygmunt August siedział przy kominku i patrząc w buzujący ogień zastanawiał się nad swą przyszłością, gdy obok niego pojawiła się Barbara.

-Auguście taki jesteś markotny.

-Bo tak sobie myślę.

-Pewnie nie o mnie? – zapytała uśmiechając się do niego.

-Akurat o tobie Barbaro – odparł powoli. – Tak się zastanawiam czy ty mnie naprawdę miłujesz?

-Auguście! Cóż ty mówisz?

-Podobno z miłością jest jak z ogniem? Rozpala się, płonie, a potem powoli przygasa by na sam koniec zgasnąć.

-I myślisz, że tak jest ze mną?

-Ja tak nie myślę, ale mówiłem dzisiaj z jednym moim gwardzistą, który mi opowiedział swoją historię. Na koniec powiedział znamienne słowa, że człowiek nie widzi, kiedy druga osoba przestaje miłować.

-Ale ja cię miłuję, Auguście – zapewniła Barbara wymownie spoglądając na ukochanego.

-A gdybym nie był królem?

-A cóż to ma do rzeczy? – zapytała trochę urażona.

-Nic, tylko sobie tak pomyślałem. – Tu uśmiechnął się do niej i mówił dalej. – A gdybym był tylko szlachcicem i cię miłował, a zjawiłby się jakiś król, któremu byś się spodobała, to nie zostawiła byś mnie i poszła za królem?

-Tak poszłabym – odparła poirytowana Barbara – i zaraz sobie pójdę, bo mówisz straszne rzeczy, chociaż już jutro pojedziesz na ten sejm.

-Tak trzeba, Barbaro.

-Nic nie trzeba. Przecież jesteś Auguście królem i zrobisz co zechcesz.

-Królem jestem, ale Polska to nie Litwa. Muszę na tym sejmie dostać zgodę senatu i posłów, a większość z nich nie uznaje naszego małżeństwa.

-Część uznaje, a reszta uzna na sejmie – rzekła z przekonaniem.

-Uzna albo nie uzna! Po to jest ten sejm zwołany, aby można cię było po nim koronować. A wiesz dobrze Barbaro, że żony stryja Aleksandra nie uznali za królową Polski i nie była koronowana.

-Czasem to myślę, że nigdy nie zostanę królową.

-Zostaniesz Barbaro – zapewnił Jagiellon i przycisnął ją do siebie. Stali tak przez pewien czas, aż Barbara rzekła.

-A obiecujesz, że już mnie tak długo samej nie zostawisz?

-Obiecuję, tylko pozwól mi teraz zakończyć wszystkie sprawy. Zaraz tu będzie Czarny i Rudy. Muszę z nimi omówić jeszcze kilka spraw. Gdy przyjdą to zostaw nas samych, Barbaro.

-A nie mogę się temu przysłuchiwać?

-Wolałbym, żebyś tego nie słyszała.

-To takie straszne rzeczy?

-Może i nie tak straszne, ale tak będzie lepiej.

-Dobrze. Gdy przyjdą to ja wyjdę, ale gdy przyjdziesz wieczorem do mojej sypialni, to też będziesz musiał wyjść – zażartowała Barbara. August uśmiechnął się do niej i klasnął w ręce, a wtedy pojawił się Lasota.

-Czy Radziwiłłowie już przyszli?

-Tak panie. Czekają na posłuchanie.

-Niech wchodzą – i po tych słowach czekał na pojawienie się Radziwiłłów. Gdy tylko obaj dostojnicy znaleźli się w komnacie, Barbara zwróciła się do Czarnego.

-Panie bracie, słyszałam, że miałeś bezwstydny romans?

-Ja? Być to nie może – odparł zaskoczony. – Przecież jestem żonaty!

-Sama czytałam, że romansowałeś panie bracie i to z kim!

-Nie pojmuję, kogo masz na myśli, pani?

-Nie wiesz z kim grzeszyłeś panie bracie? – pytała Barbara z uśmieszkiem na ustach.

-A skąd mam wiedzieć?

-Ze mną – odparła Barbara i czekała na jego reakcję.

-Cóż za niedorzeczne bre… rzeczy, mówisz pani! – oburzył się Czarny.

-Tak piszą w paszkwilach o mnie i o tobie.

-Kazałbym takiego na suchej gałęzi powiesić – wycedził rozzłoszczony, zaś Barbara nie mając już nic do dodania wyszła z komnaty. August rozbawiony tą sceną szybko spoważniał i zwrócił się do Czarnego.

-Widzisz marszałku, że już nikogo nie oszczędzają, a mnie będą dręczyć na sejmie.

-Jestem do usług panie i gotowy jestem na sejmie bronić cię panie.

-Nic by ich bardziej nie rozwścieczyło na sejmie niż twój widok marszałku. Nie wiem, czy byłbym w stanie zapewnić ci w Piotrkowie bezpieczeństwo.

-Tak źle to nie będzie – odparł Czarny i uśmiechnął się na siłę.

-Tak jak to ustalaliśmy wcześniej, pojedziesz marszałku do posiadłości swej żony, do Szydłowca. Przypilnujesz tam swoich spraw, a ja na sejmie jakoś sobie poradzę.

-Stanie się tak jak rzekłeś, panie, chociaż radbym dopomóc ci panie w Piotrkowie.

-Przyjedziesz marszałku do Piotrkowa, ale dopiero po sejmie, na sądy. Wtedy mi się przydasz. – Tu August popatrzył na Rudego, który był dość markotny. Nie tylko, że nie żartował, ale w ogóle jeszcze się nie odezwał. – Panie podczaszy, coś ci jest, czy może brzuch cię boli? – zażartował August.

-Nie panie, tylko złe wieści przyszły dzisiaj od mojej pani matki, hetmanowej.

-A cóż takiego napisała ci pani hetmanowa?

-Kanclerz Hlebowicz jawnie wygaduje po całym Wilnie, że po sejmie będą mnie wieszać, a moją siostrę i małżonkę waszej królewskiej mości to utopią w Wiśle pod Krakowem.

-I tym się tak bardzo frasujesz panie podczaszy?

-Tak panie, bo takich rzeczy dotąd nie mówił kanclerz Hlebowicz, tylko wynajęci ludzie podłego stanu. A skoro mówi to sam kanclerz litewski, to znak, że źle będzie.

-Zapewne tak będzie – rzekł rozżalony nieco król – ale chyba nie myślałeś panie podczaszy, że gdy ogłoszę na sejmie o swoim małżeństwie to posłowie będą wiwatować?

-Tak nie myślałem panie – odparł szybko Rudy. – Widzę jednak, że źle się dzieje, że na Litwie panowie tak bardzo głowy podnoszą.

-Podnoszą, bo widzą co dzieje się w Polszcze, ale gdy tutaj oporni ucichną, to i na Litwie cicho siedzieć będą. Nie obawiaj się niczego panie podczaszy – rzekł łagodniejszym głosem August – wszak na sejm nie jedziesz, tylko do Korczyna. Tam będzie spokój, a ty masz tylko dbać o zdrowie mojej małżonki.

-Tak zrobię, miłościwy panie. – Tu nastała dłuższa chwila ciszy, aż w końcu August rzekł do Radziwiłłów.

-Na sekretarza Barbary wybrałem Koszutskiego i myślę, że skoro sprawdził się na służbie u was, to i moich oczekiwań nie zawiedzie.

-Zobaczymy się wieczorem – oznajmił na koniec Jagiellon i pożegnał Radziwiłłów, którzy bez słowa opuścili komnatę. Następnie August zwrócił się do towarzyszącego mu cały czas Lasoty. – Wołaj tego Konarskiego, bo długo czeka i jeszcze gotów odjechać na Mazowsze do pani matki – zażartował na koniec.

W chwilę później średniego wzrostu szlachcic stanął przed królem, kłaniając mu się od samych drzwi.

-Panie kasztelanie, starczy tego kłaniania, nie jesteś na papieskim dworze.

-Na papieskim dworze to bym na kolanach wchodził – rzekł z uśmiechem Konarski.

-Wczoraj nie przyjąłem cię panie kasztelanie, bo nie miałem czasu.

-Nic to, miłościwy panie.

-Powiedz mi kasztelanie, tylko szczerze, czy w Wielkiej Polszcze tak źle o mnie gadają?

-Teraz już niewielu. Jeszcze przed miesiącem głośno gadali, ale teraz przycichli. Zaręczam ci panie, że z Wielkiej Polski niczego nie należy się lękać.

-Pewny tego jesteś, kasztelanie?

-Tak samo jak tego, że jestem kasztelan międzyrzecki Konarski! U mnie słowo ważniejsze niż ja.

-To dobrze. Zatem mogę na ciebie liczyć panie kasztelanie?

-A jakże by inaczej – zawołał żywo kasztelan. – Toż inaczej być nie może, bo niepodobna, aby ktoś otwarcie miał występować przeciwko tobie panie!

-Jutro kasztelanie udaję się do Opoczna. Tam zbiorą się senatorowie, którzy będą sprzyjać naszej sprawie i razem wjedziemy do Piotrkowa.

-Zatem i ja będę w poczcie waszej królewskiej mości, chyba że mnie jakaś choroba dopadnie albo śmierć zabierze.

-A czemuż by cię śmierć zabrać miała? Wyglądasz kasztelanie na zdrowego!

-Prawda, że wyglądam na zdrowego, ale z chorobą różnie bywa. Macocha mojej małżonki, niech jej ziemia lekką będzie, chociaż dopiekła mi wielce ta wiedźma, mawiała, że będzie żyć do stu lat, a jak się po pacierzu położyła spać, to rano już nie wstała.

-Po twojej mowie kasztelanie widzę, że nie z Wielkiej Polski, ale od Krakowian i Sandomierzan trzeba się obawiać sprzeciwu.

-Tak może być panie, bo moja siostra, która w panieństwie była dobrą niewiastą niczym anioł anielski, gdy poszła za jednego senatora spod Sandomierza, to teraz głowę wyżej nosi niż widzieć może i jeszcze cały czas dogaduje, że niedługo wojewodziną zostanie – i po tych słowach splunął na ziemię. August spojrzał na niego krzywo, zaś Lasota zwrócił mu uwagę.

-Panie kasztelanie nie zapominaj, że stoisz przed królem!

-A cóż ja takiego zrobiłem? – zdziwił się kasztelan.

-Już dobrze, Lasota – wtrącił się król widząc po minie Konarskiego, że nie ma pojęcia o co chodzi. – Zatem czekam na ciebie kasztelanie w Opocznie, a o twoich zasługach będę pamiętał.

-Nie dopraszam się o urząd wojewody, bo to zapewne tak szybko nie nastąpi – mówił z nadzieją – ale proszę cię panie, abyś nie awansował na wojewodę kasztelana wiślickiego Myszkowskiego, bo to twój wróg panie.

-Będę o tym pamiętał, jako i o twoich zasługach kasztelanie. – Na tych słowach król zakończył posłuchanie, a gdy już został sam z Lasotą szybko dodał. – Tak myślę, że on tylko po protekcję przyjechał i pytanie czy mówił prawdę, że w Wielkiej Polszcze ucichły protesty.

-Może jest w tym trochę prawdy, ale nie wierzę, żeby Wielkopolanie nie protestowali, bo za głośno było u nich na sejmikach.

-Wszystko niedługo się wyjaśni, ale teraz bardziej boję się tych z Krakowa i Sandomierza.

-Nigdy nie można być niczego pewnym – rzekł filozoficznie Lasota.

-Smutne to co mówisz, Lasota. A skoro tak, to nie można być pewnym drugiej osoby?

-Myślę, że nigdy nie można być pewnym i dlatego nie zamierzam się z nikim wiązać.

-A ja zaufałem – rzekł król i zamyślił się na chwilę.

-Ale ty panie, to co innego.

-Przecież też jestem człowiekiem.

-Tylko, że słabszego i biedniejszego łatwiej się zdradza, niż takiego co wiele znaczy i co ma wiele pieniędzy.

-Oj Lasota! – westchnął August. – Te twoje wymysły. Idę, bo czas na mnie.

-Tylko uważaj panie, bo kasztelan Konarski długo czekał na posłuchanie i zapewne zapluł podłogę – zażartował sekretarz, a August poklepał go po ramieniu i dodał.

-Dobrze, że mam cię na służbie i wierzę, że nigdy mnie nie zawiedziesz. Niedługo zacznie się czas wielkiej próby, bo na pewno będą próbowali przekabacić niektórych przeciwko mnie. Może nawet i tobie będą proponować pieniądze.

-Może tak być – odparł zamyślony Lasota, tak jakby coś ukrywał. August zaś udał się do komnaty Barbary i zamierzał sprawić jej kolejną niespodziankę.

***

-Auguście, czy ty przez całe życie będziesz obdarzał mnie prezentami, czy tylko do czasu aż ci się znudzę? – zapytała przekornie Barbara, ale August nie uśmiechnął się jak zwykle i poważnie odparł.

-Nie znudzisz mi się. Gdybyś mi się miała znudzić, to zapewne dawno by się to stało. – Po tych słowach przyciągnął ją do siebie i ucałował w szyję, którą zaledwie przed chwilą ozdobił pięknym naszyjnikiem.

-Auguście, pochyl się – poprosiła Barbara i gdy tylko król to zrobił, ucałowała go tuż przy uchu i wyszeptała. – Miłuję cię nad życie. – Wtedy August przytulił ją czule do siebie i smutno dodał.

-Barbaro, zobaczymy się dopiero po nowym roku.

-Auguście – zawołała ze łzami w oczach. – Dlaczego tak późno?

-Sejm potrwa sześć tygodni, a potem muszę odprawić sądy, bo od kilku lat nie były odprawiane, bo świętej pamięci czcigodny ojciec nie był w stanie ich odprawić.

-Myślałam, że razem będziemy witać nowy rok – rzekła rozczarowana.

-Barbaro, ja też bym chciał, wierz mi, ale tak trzeba, żeby całą sprawę zakończyć.

-To ja pojadę z tobą na sejm.

-Nie, Barbaro – odrzekł rozbawiony.

-Nie chcesz mnie ze sobą zabrać? – i na znak protestu odwróciła głowę na bok.

-Chcę, ale to byłoby ryzykowne przedsięwzięcie. W Korczynie będziesz bezpieczna, a gdyby coś złego ci groziło, to wojewoda Odrowąż obiecał mi, że chętnie przyjmie cię w Sprowie – oznajmił z powagą.

-Co mi się może stać w Piotrkowie? Nie będę mieszkała na zamku, tylko w jakiejś kamienicy. Nikt się o mnie nie dowie.

-Dowiedzą się, bo tego nie sposób ukryć. Mogłoby dojść do tumultu, bo wielu posłów jest ci wrogich i jeszcze mogliby coś złego wymyślić.

-Ale co mogą zrobić żonie króla?

-Wielu z nich nie uznaje cię za moją żonę. Barbaro nie pytaj już o nic, tylko chodź ze mną, bo mam dla ciebie niespodziankę – oznajmił na koniec z uśmiechem.

-Oj, Auguście – westchnęła i przytuliwszy się do jego ramienia szła powoli, aby zobaczyć niespodziankę.

Grupa kilkunastoletnich śpiewaków czekała już od dawna i była niezmiernie ciekawa młodej małżonki króla, którą z taką zawziętością oczerniano. W końcu para królewska w towarzystwie Radziwiłłów, Dowojny, Lasoty i Koszutskiego zasiadła, aby wysłuchać koncertu. August skinął głową i piękny śpiew rozległ się w sali trafiając do uszu zebranych. Barbara, mimo że bardzo lubiła śpiew, siedziała smutna, a świadomość, że przez najbliższe kilka miesięcy nie będzie widziała ukochanego, odbierała jej całą radość. August cały czas spoglądał na nią i uśmiechał się sporadycznie, więc i ona uśmiechała się do niego. Spostrzegli to jej bracia, którzy zaczęli między sobą szeptać.

-Jak długo to potrwa? – odezwał się Czarny. – Już wolę słuchać babskiej gadaniny niż tego zawodzenia.

-Nie gadaj tyle bracie, bo nie wypada. Ledwie co zaczął się koncert, więc udaj, że ci się podoba.

-Widzę, że nie tylko mnie to nudzi, ale też Barbarę.

-Jest smutna, bo król jutro odjeżdża.

-A może to przez te babskie sprawy?

-A po czym to poznajesz, bracie? – zainteresował się Rudy.

-To po oczach widać i po niespokojności. – W tej samej chwili utwór się skończył i Czarny najmocniej ze wszystkich bił brawo. Zaraz jednak śpiewacy rozpoczęli kolejną pieśń.

-Barbaro – zapytał z troską August. – Źle się czujesz?

-Nie, Auguście – odparła cicho.

-Taka jesteś smutna – rzekł smutno, ale Barbara milczała. Dopiero po dłuższej chwili cicho przemówiła.

-Auguście, chciałabym żebyśmy kiedyś spotkali się w niebie i mogli tam być razem.

-Barbaro – zaczął August przestraszony jej słowami i dostrzegł w jej oczach łzy. – O czym ty mówisz? Jesteśmy młodzi, to po co teraz myśleć o śmierci. – Tymczasem śpiewacy widząc poruszenie króla i jego żony zaczęli głośniej śpiewać.

-Bo ja się boję, Auguście – rzekła drżącym głosem.

-Nie bój się. Życie jest przed nami, a jak kiedyś przyjdzie nam umrzeć to po śmierci będziemy razem w niebie – mówił łagodnie. – Barbaro, cieszmy się z tego, że jesteśmy razem.

-Tylko, że już niedługo – rzekła cicho, a po chwili dreszcz wstrząsnął jej ciałem.

-Co ci? – rzekł przestraszony.

-Nic. Śmierć mnie dotknęła – rzekła bez namysłu, ale widząc zatroskaną twarz Augusta, ujęła go mocno za dłoń spoczywającą na oparciu krzesła i dodała. – Wybacz mi Auguście moją głupotę.

Po tych słowach oboje, każde z niespokojnymi w głowie myślami, spoglądało na kończących swój koncert śpiewaków.