
Jakub Jakubowski: „Dziś coś prywatnego, choć z publiczną puentą.
Zamówiłem dwie płyty z UK. Niektórzy wiedzą, inni może nie — wciąż słucham muzyki z płyt CD i mam ich sporą kolekcję. Tym razem nagrania dwóch walijskich artystów, których bardzo lubię. Jednego wieczora, od jednego sprzedawcy, dwie płyty. Niby nic nadzwyczajnego. Płatność poszła, otrzymałem potwierdzające maile, minęły blisko dwa tygodnie i lekko po przekroczeniu terminu dostaję kopertę z jedną płytą.
Tu zaczynają się niespodzianki.
Po pierwsze – płyty przyszły w dwóch osobnych kopertach. Trochę dziwne, ale trudno, bywa.
Po drugie – i to już było naprawdę zaskakujące – za każdą z tych kopert musiałem osobno zapłacić… cło. 22,50 zł za przesyłkę, czyli 45 zł za same opłaty celne, mimo że to jeden sprzedawca, jedno zamówienie zrobione w jeden wieczór.
Dotarło do mnie, jak bardzo zmieniła się rzeczywistość po wyjściu UK z EU. To, co kiedyś było prostym zakupem, dziś jest obłożone dodatkowymi kosztami, formalnościami i czasem. Zamówisz dowolną rzecz? Licz się z cłem. A ja – choć bardzo lubię muzykę z Wysp – dwa razy się zastanowię, zanim znowu coś stamtąd kupię. Myślę, że wielu ludzi ma podobnie.
Tu refleksja. Brytyjczycy utrudnili sobie dostęp do ogromnego rynku, jakim jest Unia Europejska. A my, będąc w Unii, korzystamy dziś z tego rynku bez barier. To realna różnica – odczuwalna nie w abstrakcyjnych statystykach gospodarczych, ale w tak prozaicznej rzeczy, jak zamawianie płyt czy innych dowolnych dóbr. I zapewne doświadczamy tego codziennie – w wyższych cenach za produkty z UK, choć nie płacimy tego cła bezpośrednio.
Dlatego wszystkim, którzy dziś przebąkują o wyjściu Polski z Unii Europejskiej, chciałbym powiedzieć jedno: życzą Polsce tego tylko ci, którzy chcą osłabić nasz kraj i jego gospodarkę.”
Krzysztof Bosak: „Unijni oligarchowie właśnie uzgodnili, że za 15 lat Unia Europejska ma osiągnąć absurdalne 90% redukcji emisji gazów cieplarnianych (względem stanu z 1990 roku). By zrozumieć, co to właściwie znaczy, trzeba sobie uświadomić, że w ciągu ostatnich 20 lat Unia osiągnęła redukcję na poziomie „zaledwie” 37%. Żeby osiągnąć te 37% redukcji, Unia w 20 lat doprowadziła między innymi do zniszczenia dużej części europejskiego przemysłu i rolnictwa, zniszczenia energetyki węglowej, radykalnego podniesienia cen prądu, cen paliwa, kosztów transportu, kosztów budowy mieszkań, i tak dalej, i tak dalej. Trudno znaleźć dziedzinę gospodarki lub życia społecznego, której nie dotknęła fanatyczna walka z emisjami. Wzrost gospodarczy Unii został praktycznie zatrzymany, a obywatele dociśnięci niewyobrażalnymi kosztami. I to wszystko zrobiono, żeby osiągnąć 37% redukcji. A teraz państwa UE mają w czasie o 5 lat krótszym zrobić to wszystko jeszcze raz, i jeszcze trochę poprawić, żeby osiągnąć utopijne 90% do 2040. Powiedzieć „szaleństwo” – to nic nie powiedzieć. P.S. Globalna emisja CO2 wzrosła od 2005 roku o kolejne miliardy ton. Reszta świata najwyraźniej nie przejęła się rytualnym samobójstwem Unii.”
