Ania natychmiast odpowiedziała – jestem jeszcze w Londynie. No tak, jak mogłam o tym zapomnieć! I jak Londyn? – zapytałam niezbyt mądrze. Ania mądrze: piękny, interesujący, intensywny, „miasto tętniące wszystkim”. Ania jest kobietą o co najmniej dwudziestu zmysłach więcej niż możemy sobie wyobrazić. „Czuję tętnienie ludzi.. i tej ziemi… dobrze jest czasem doświadczyć miejskości… patrzę i jestem.”

Nowy Jork, Meksyk, Londyn, Paryż, Tokio żeby wymienić największe metropolie, w których byłam. Czy ja poczułam ich tętno, energię, ich przekaz? Może… może Kairu. Nie tyle tętno, co chaos – Nie, nie destruktywny, chaos jako byt.

Zaczął się już na lotnisku. Wylądowaliśmy około północy, temperatura na zewnątrz 32 stopnie Celsjusza, w olbrzymiej hali przylotów jeszcze wyższa, powietrze ubogie w tlen. Trzy bagaże pasażerów naszego samolotu, w tym jeden nasz, nie dotarły na taśmę. Dosyć szybko znalazł się pracownik lotniska oferujący pomoc w ich odnalezieniu, zdawałoby się, że czekał, aż się zgłosimy. We czterech udali się w czeluście hali przeładunkowej. Po trzech godzinach wynurzyli – każdy z walizką. Wyciągniętą spomiędzy bagaży na wózku do Dżakarty, „just in time” zanim dotarły do samolotu. Istny cud logistyki.

O trzeciej nad ranem opuściliśmy lotnisko, taksówkarz pędził, nie zwracając uwagi na światła, nawet nie symulując hamowania, bezkolizyjnie. Przemknął koło naszego hotelu i… powiózł w ciemność pustyni.

Pełnia upalnego lata, rozmach Kairu zniechęciły nas do pieszych wędrówek. Więc jeździliśmy, taksówkami. Jezdnie, szerokie, nie miały pasów i w każdą stronę jechało, niemalże na styk, tyle samochodów, ile się w danym momencie zmieściło. Kierowcy porozumiewali się swoistym slangiem klaksonów oraz znaków dawanych wystawioną z okna ręką. Nie widziałam ani jednego karambolu.

Równie chaotyczny był pejzaż architektoniczny. Na płaskich zazwyczaj dachach pierwotnych budynków dobudowywane kilkupiętrowe domy, domki, wiaty, całe miasta – wiadomo, grunt jest drogi. Myślę, że nikt nie zastanawiał się nad statyką tych budowli. Kair musiał pomieścić swoich mieszkańców. Ilu? Oficjalnie 8 miliomów, ale może 16, może i 24 miliony, kto wie?

Kair tętnił, Kair huczał, Kair groził upieczeniem mózgu, Kair oferował unikalną mieszankę zapachów uryny, wielbłądów i róż. Jego miejskość to chaos, niezaprzeczalny, niepowtarzalny, niezapomniany, cudowny chaos.