
Na początku czerwca 1545 roku, po blisko dwuletniej przerwie, Zygmunt August przybył do Krakowa. Powitanie wypadło raczej chłodno, gdyż królowa Bona wciąż była zagniewana na syna za to, że występował przeciw niej i nie potrzebował już jej rad ani pomocy. Za to stary król Zygmunt witał syna tak radośnie, jakby ten wrócił zwycięski z jakiejś wojny.
W drodze do Krakowa August spotkał się z hetmanem Janem Tarnowskim, którego poparcie było mu teraz bardzo potrzebne w zbliżającym się starciu z matką. Ten zasłużony wódz namawiał go do podjęcia wojny z Turcją. Wielki książę nie wiedział jednak, że hetman w porozumieniu z Habsburgami miał sprowokować sułtana Sulejmana do najazdu na Polskę. Jagiellon odłożył tę kwestię na czas późniejszy, nie chcąc sobie zrażać Tarnowskiego, gdyż najważniejszą dla niego sprawą był posag Elżbiety, na który czekał aż dwa lata. Ale dla kwoty 100 tysięcy złotych, warto było czekać.
Po kilkunastu dniach pobytu w Krakowie August szykował się do drogi powrotnej. W piękne czerwcowe popołudnie spożywał na Wawelu obiad w towarzystwie rodziców i sióstr, Anny i Katarzyny.
-Wspominałeś mi synu, że zatrzymałeś się u hetmana Tarnowskiego – rzekł Zygmunt Stary.
-Miałem z nim parę spraw do omówienia, a że zapraszał, nie wypadało odmawiać.
-A ja wiem dlaczego, bo ten niegodziwiec jest na mnie obrażony i chce pozyskać twoje względy. Nie cierpię go, bo to krętacz. Mówi, że złoży urząd hetmana, bo za mało ma wojska, tylko że jakoś z hetmaństwa nie rezygnuje – wtrąciła się Bona.
-Wojska jest mało, pani matko – odparł spokojnie August.
-Jest zawsze pospolite ruszenie, które jakoś nie zawodzi.
-Dziwi mnie to co mówisz pani matko. A cóż było pod Lwowem! Zapomniałaś pani matko o rokoszu?
-To było tylko raz i poszło o ciebie.
-Mniemam, że hetman Tarnowski ma rację – rzekł z przekonaniem August.
-Ostrożnie synu, bo zapewne nie wiesz, że on pozostaje w komitywie z Habsburgami i za ich podpuszczeniem chce byśmy wojowali z Turcją, do czego ja nigdy nie dopuszczę – rzekł stanowczo Zygmunt Stary.
-Nie można tak mówić, bo hetman sam mnie ostrzegał, że trzeba uważać, aby Turcja nie poszła przeciwko nam, za to że Kozacy hulają na Morzu Czarnym.
-To ci tylko powiem synu, że podejrzewamy, iż Wiśniowieccy napadli na Oczaków za podpuszczeniem hetmana.
-Ależ czcigodny ojcze, to jest pomówienie, na które nie ma dowodów – oburzył się August. – Hetman Tarnowski oddał wielkie zasługi obu naszym krajom i nie można bez dowodów szkalować jego imienia, bo…
-Bo, co? – przerwała mu Bona. – A jakże wytłumaczysz synu to, że otrzymał od cesarza tytuł barona cesarstwa. O tym ci zapewne nie powiedział?
-Tego nie wiedziałem – przyznał zaskoczony nowiną August.
-A widzisz. Rwie się do wojny z sułtanem Sulejmanem, bo Habsburgowie obiecali mu, że zostanie naczelnym wodzem. Ale my do wojny nie dopuścimy! Wolimy, żeby Izabela była panią Węgier pod panowaniem Turcji, niż żeby ten kraj miał się w całości dostać Habsburgom. – August rozumiejąc, że rodzice mają rację, szybko zmienił temat rozmowy.
-Co do Izabeli, to mi pisała, że chce wrócić do Polski, bo jej ciężko w Siedmiogrodzie, a ty pani matko nie pozwalasz jej wrócić!
-Jej zawsze było ciężko, tylko niech pamięta, że ma syna, który jak dorośnie będzie miał gdzie panować. Jeśli powróci do Polski, to Siedmiogród i reszta Węgier przepadnie raz na zawsze!
Tu August wyczuł zbliżającą się kłótnię i aby rozładować nieco napięcie, zwrócił się do swoich sióstr, Anny i Katarzyny.
-A wy, moje siostry, zapewne już niedługo poślubicie jakiegoś następcę tronu? – Po tym pytaniu jego przeszło dwudziestoletnie siostry, niezbyt zresztą urodziwe, nic nie odpowiedziały, tylko uśmiechały się zawstydzone.
-Któżby je chciał wziąć za żonę, jak one ni w ząb nie są do mnie podobne – rzuciła lekceważąco Bona.
-Cóż powiadasz, pani! – oburzył się Zygmunt Stary, który z troską patrzył na posmutniałe miny swoich córek. – Czegóż ty od nich chcesz? Kandydaci byli, tylko że niewłaściwi, ale one mają czas, bo ledwie im dwadzieścia lat minęło. Ty moja żono zapominasz, że sama nie miałaś wielkiego brania, skoro miałaś pani bez pięciu lat trzydziestkę – zażartował.
-A tobie, panie małżonku, minęło już wtedy pięćdziesiąt lat – odcięła się Bona.
-Jeszcze zdążą się wydać. Posagi będą sowite, to i książęta i królowie będą o nie zabiegali. – Po tych słowach zapanowała cisza. Wreszcie młody książę ponownie zwrócił się do sióstr.
-Dziękuję wam wielce, że tak pięknie powyszywałyście mi koszule. Będę chodził tylko w nich, a że mam teraz z czego płacić, tedy i ja wam coś miłego sprawię.
-Dziękujemy – odparły wraz.
-Myślę zwłaszcza o tobie Anno, bo kniaź moskiewski chociaż jeszcze jest młody, to już upatruje małżonki dla siebie. Dobrze by to było dla Litwy.
-Wolałabym tam nie być. Moskwa to inna wiara i straszne rzeczy o niej opowiadają – odrzekła ze strachem Anna.
-Żeby cię tylko kniaź moskiewski chciał – przerwała szyderczo Bona – to bym się nawet nie oglądała. Nie wiem tylko kto ci naopowiadał tych głupot, że zostaniesz królową Polski!
-Siostro! – zareagował żywo August – nie sądzisz chyba, że to może nastąpić! Bo pomyśl, czy to możliwe? – i sam przez chwilę zaczął się nad tym zastanawiać.
-Szkoda mój synu, że już jutro nas opuszczasz. Ledwie przyjechałeś i znowu cię nie będzie – odezwał się Zygmunt Stary.
-Przecież już prawie trzy tygodnie jestem w Krakowie, a na Litwie czeka wiele spraw i granice z Prusami trzeba uregulować – zaczął tłumaczyć się August.
-Jedzie trwonić posag, bo jest i dla kogo – rzekła znacząco Bona. August jednak milczał.
-Dobrze, że Elżbieta ozdrowiała, bo wielce się martwiłem, gdy nam oznajmili, że ta padaczka nawet dziesięć razy na dzień ją męczyła – odezwał się stary król.
-Ale już jej przeszło – wtrącił August.
-Bogu niech będą dzięki! – rzekł ucieszony Zygmunt i wzniósł oczy do góry. W tym samym momencie do sali wszedł zabrudzony i zmęczony drogą posłaniec.
-Poczekaj! Nie przerywaj nam obiadowania! – zezłościł się Zygmunt Stary.
-Miłościwy panie! Wybacz, ale muszę coś oznajmić – wyrzucił z siebie zdyszany.
-No mówże – ponaglił go stary władca.
-Dnia piętnastego czerwca, umarła królowa Elżbieta!
We wszystkich zgromadzonych przy stole jakby piorun trafił. W osłupieniu czekali na potwierdzenie tej strasznej wiadomości, tylko Bona, która domyślała się wszystkiego, udając niedowierzanie, rzekła surowo.
-Powtórz co rzekłeś, bo nie wierzę!
-Miłościwa pani. Królowa Elżbieta oddała ducha. To jest list od marszałka Radziwiłła. – I wyciągnął rękę z owym listem, lecz nikt nie chciał go odebrać.
-Mój Boże! Wybacz mi, że nie chciałam jej pożyczyć kilku czerwonych. – Zawołała Bona i wybuchła płaczem, a zaraz za nią Anna i Katarzyna. August zaś siedział oniemiały. Nie wierzył i nie chciał wierzyć w tę straszną nowinę.
-Jak to możliwe? Jak? – zapytał głucho i zbliżył się do posłańca. – Mów!
-Nie było mnie przy tym. Wiem tylko, że tamtego dnia padaczka strasznie męczyły królową. Aż w końcu w samo południe zasnęła. – Opowiadał wystraszony goniec, nieco się jąkając. – Wszyscy myśleli, że jej przeszło, ale gdy dworki weszły do komnaty po południu, nasza pani już nie żyła. Medycy mówili, że musiała mieć atak padaczki, a że nikogo wtedy przy niej nie było, to się to stało.
– August usiadł i zakrył twarz dłońmi. Zaraz też usłyszał zbolały głos ojca.
-Synu, a mówiłeś, że ją zostawiłeś zdrową!
-Nie pojmuję, bo przecież nie była aż tak chora, aby umierać.
-To było takie dobre dziecko, niczym anioł – szlochał stary król. – Moja biedna córuchna. Czemuż Bóg ją zabrał? Ona nawet nie miała dwudziestu lat.
W tym momencie Bona, która do tej pory udawała cierpienie, zaczęła mówić łamiącym się głosem.
-Lepiej by było dla Polski i Litwy, żeby Bóg miłosierny zabrał mnie, niżeli ją! Nie lubiłam jej, ale chciałam, żeby urodziła wnuka. Wybacz mi panie małżonku – zwróciła się do męża – ale sumienie mnie dręczy, gdyż źle ją traktowałam. Idę do kaplicy, aby chociaż pomodlić się za jej duszę. – I udając ból wyszła z komnaty.
-To jeszcze prawie dziecko, prawie jak moja Barbara. Czemuż Bóg nas tak każe?
-Nie wiem i nie mogę tego pojąć, bo niedawno pisałem do jej ojca, że Elżbieta jest już zdrowa i ma się dobrze. – I nadal nie dowierzając temu co przed chwilą usłyszał, opuścił komnatę.
-Lepiej żebym tego nie dożył! – wyszeptał stary król i płakał niczym dziecko.
***
Od godziny dzwon Zygmunta i inne dzwony w całym Krakowie biły żałośnie na znak śmierci królowej Elżbiety. W klasztorach i kościołach zaczęto odprawiać modły za jej duszę i tego samego dnia zamarło życie w całej stolicy. August przebrany w czarne żałobne szaty siedział na krześle, wpatrując się w portret Elżbiety, a łzy same cisnęły mu się do oczu.
-Panie, czas coś zjeść, bo jutro przecież wyruszamy i trzeba wypocząć nieco.
-Lasota – i kiwając głową dokończył – nie mogę w to uwierzyć. Przecież nie była taka chora?
-Sam temu nie dowierzam. Pomyśleć, że widziałem królową po raz ostatni.
-Coś mi Lasota nie pasuje, bo przecie od wielu lat na to chorowała i teraz…
-Coś pani podejrzewasz?
-Nie Lasota. Już nic. – Tamten jednak pomyślał przez chwilę i w końcu nieśmiało oznajmił.
-Chcę ci oznajmić panie, że niektórzy dworzanie nieśmiało i w wielkim zaufaniu powiadają – i przerwał, bojąc się tego głośno powiedzieć.
-Cóż znowu powiadają?
-Mówią, że twoja panie matka, królowa Bona, otruła królową Elżbietę!
-Pani matka nie lubiła Elżbiety, ale nigdy by tego nie uczyniła.
Lasota nie wiedząc za bardzo jak się z tego wycofać, powtórzył kolejną informację usłyszaną od dworzan.
-Zapewne słyszałeś panie o tym, że przed dwudziestu laty książę Janusz Mazowiecki miał być otruty za namową twej panie matki! – August zastanowił się przez chwilę i w końcu odparł.
-Być to nie może. Moja pani matka – nie?
-Powtarzam tylko to, co usłyszałem. Ale prawdą jest, że nasza pani, królowa Bona, dostała dzięki świętej pamięci królowej Elżbiecie oprawę na Mazowszu, o które tak bardzo zabiegała. Posag też już przyszedł, a twoja panie, świętej pamięci małżonka, przestała być już potrzebna.
-Elżbieta przecież chorowała i to nie z przyczyny mojej pani matki – odparł szybko.
-Sam rzekłeś panie, że świętej pamięci królowa Elżbieta chorowała długo i jako mniemam, od kołyski. Z tą chorobą można przecież żyć przez długie lata, a skoro z tego wyrosła, to czemuż umarła właśnie teraz, a nie chociażby w dziecięctwie?
-Teraz to już sam nie wiem. Mniemasz Lasota, że mogłoby się to stać za przyczyną mojej pani matki? – Po tych słowach długo się zastanawiał, aż w końcu zdecydowanie odparł – To najgorsze oskarżenie, jakie tylko może być. Pani matka nie lubiła Elżbiety, ale też nie mogła by tego uczynić. Chcesz mi jeszcze coś powiedzieć?
-Nie wiem czy mówić, bo czas to niesposobny, ale przybył tajny posłaniec z listem od pani wojewodziny trockiej.
-Jutro go przeczytam, bo dziś nie jestem zdolny do tego.
-Lepiej będzie jak już sobie pójdę i sprawdzę, czy wszystko gotowe do drogi.
-Zostań jeszcze chwilę. – I teraz młodego władcę zebrało na wyznania. – Muszę to wyrzec.
-Słucham cię, panie.
-Powinienem był lepiej traktować Elżbietą, bo nie zasługiwała na tyle oszustw i złośliwości, jakie jej zgotowałem. Tak myślę, czy kiedy ja zamknę oczy, czy ktoś tak po mnie zapłacze, jak teraz wszyscy płaczą po niej. – Teraz włączył się niespodziewanie Lasota.
-Może to i lepiej panie dla świętej pamięci królowej Elżbiety.
-Cóż ty mówisz, Lasota? – przerwał mu August, prawie płacząc.
-Królowa Elżbieta wielce cierpiała na swoją niemoc. Dworzanie powtarzają, że to święty Witt zabrał w swoim dniu młodą królową, aby oszczędzić jej dalszego cierpienia.
-Elżbieta świętej pamięci. – Teraz uzmysłowił sobie ostatecznie, że już nigdy jej nie zobaczy i wybuchnął płaczem. – Lasota, pierwszy raz doświadczyłem śmierci bliskiej mi osoby, ale nie wiedziałem, że to takie straszne.
-Znam ten ból, panie – odrzekł drżącym głosem.
-Widocznie święty Witt nie mógł już patrzeć, jak źle traktowałem Elżbietę. Wadziła mi, to ją zabrał. Odpowiem za to wszystko przed Bogiem, bo jestem podłym człowiekiem. Nie byłem jej wart, Lasota. – I zapłakany popatrzył przez chwilę na niego. – Gdybym tylko mógł raz jeszcze ją poślubić, to byłbym inny. Chciałbym jej tyle powiedzieć i błagać ją, aby mi to wszystko wybaczyła. Odepchnąłem ją, chociaż jej przysięgałem. Boże miłosierny, ukaż mnie za to.
-Nie mów tak, panie.
-Zostaw mnie samego, Lasota. – Wtedy tamten pospiesznie opuścił komnatę, gdyż i jego ruszyło sumienie, bo przecież też nie był bez winy.
August natomiast klęknął przed krzyżem i bijąc się w piersi, powtarzał cały czas płacząc.
-Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. – Teraz dopiero uświadomił sobie co się stało, a stało się tak jak chciał, bo zniknęła przeszkoda na drodze jego miłości do Barbary.
